POST-HC.PL
strona główna o nas redakcja kontakt neutralsounds

Wywiad z Oceans Ate Alaska

21 May 2015 | Ania Kamińska

Oceans Ate Alaska, pochodząca z Wielkiej Brytanii kapela, która swoją nazwę wzięła z nagłówków medialnych, które ukazały się podczas największego w historii tsunami na Alasce w 1958 roku. Teraz sami chcą być jak ogromna fala i próbują przekonać do siebie jak największą liczbę osób. W końcu mają czym, bo ich muzyka jest wyjątkowa, co bardzo dobrze pokazali na swoim debiutanckim albumie “Lost Isles”, który w lutym miał swoją premierę. Brytyjczycy poświęcili nam chwilę czasu i postanowili odpowiedzieć nam na kilka pytań, które dla nich przygotowaliśmy.

Minęło już trochę czasu odkąd mogliśmy usłyszeć o Oceans Ate Alaska po raz pierwszy. Jednak są ludzie, którzy o Was jeszcze nie słyszeli. Zatem przedstawicie się nam i powiecie coś o sobie?
Cześć! Jesteśmy pięcioosobową kapelą z Birmingham w Wielkiej Brytanii i gramy progresywny metalcore. Chris i Jibs założyli ten zespół jeszcze w szkole, a rok później uformował się już obecny skład Oceans Ate Alaska. A poza tym nigdy nie pogardzimy jakąś fajną parą spodni :).

Cztery lata temu zadebiutowaliście z singlem “Taming Lions”. Utwór ten okazał się być hitem. Ludzie pokochali go na całym świecie. Dobrze jednak wiemy, że metalcore’owa scena muzyczna w Wielkiej Brytanii jest dobrze rozbudowana i jest tam wiele kapeli, które zrobiły międzynarodową karierę. Musiało być to dla Was wielkim wyzwaniem, by stać się rozpoznawalnymi poza granicami kraju. Jak to było zaczynać tworzyć muzykę i wybijać się w kraju, który ma tak dobrze rozbudowaną scenę?
Trudno jest się wybić na Brytyjskiej scenie, głównie dlatego, że wśród słuchaczy dominują tutaj dwie opinie: albo jest się kochanym, albo nienawidzonym, a na szacunek trzeba sobie pracować przez długi czas. My cieszymy się chociażby z tego, że ludzie przychodzą na nasze koncerty i pytają kiedy przyjedziemy do ich miasta. Mamy nadzieję, że uda nam się odwiedzić te miejsca podczas następnej trasy po UK.

Całkiem niedawno podpisaliście kontrakt z Fearless Records i wydaliście swój debiutancki album “Lost Isles”. Z mało znanego brytyjskiego zespołu staliście się rozpoznawalni na całym świecie. Liczyliście na to, że osiągniecie tak wiele, w tak krótkim czasie?
Nigdy nie mówiliśmy nie sukcesowi i wiedzieliśmy, że może się on pojawić.. Po prostu pracowaliśmy na to tak ciężko jak tylko się i wyciskaliśmy wszystko z tej kapeli, ale w końcu się opłaciło.

Wracając do Waszego albumu. Zaczęliście nagrywać go w ubiegłym roku. Jak to było z pisaniem materiału na ten krążek?
Nagrywanie go zajęło nam naprawdę dużo czasu, ale było też przy tym wiele zabawy. Pisanie muzyki jest tą rzeczą, którą naprawdę kochamy robić i spędzanie kilku godzin dziennie na pisaniu nowych utworów, które nakręcają nas do dalszego działania jest czymś niesamowitym.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam Wasz album byłam szczerze zdumiona. Piosenki, które usłyszałam naprawdę mnie zainspirowały. Teraz mogę powiedzieć, że moimi ulubionymi utworami są “Linger” oraz “Vultures and Sharks”. Mimo mojego zachwytu, to nadal jest wiele osób, które jeszcze nie trafiło na Waszą muzykę. Jest jakaś piosenka, którą moglibyście im polecić?
Piosenki, które wymieniłaś są naprawdę dobre na początek hah. Dodalibyśmy jeszcze od siebie “High Horse” i powstałoby idealne trio utworów, które mogli sprawdzić na początek nasi nowi fani.

Niektóre zespoły próbują pisać piosenki o rzeczach, które są ważne dla każdego z nas. W Waszych utworach też możemy odnaleźć jakieś znaczenie? Który z nich było najtrudniej napisać?
Większość utworów na “Lost Isles” skupia się na poczuciu zagubienia i chęci poszukiwania siebie samego w samotności. Jest to coś,  z czym może się utożsamić wielu ludzi i mamy nadzieję, że znajdą oni pewnego rodzaju ukojenie w tekstach tych piosenek. Jednak jeśli chodzi o muzykę, to każdy z kawałków był trudny do napisania. Ukończenie każdego z nich zajmowało nam około miesiące, gdyż chcieliśmy, by wszystko brzmiało idealnie!

Muszę powiedzieć, że dzisiejsze kapele grające metalcore pokazują nam to, co ktoś inny zrobił już wcześniej, co bywa monotonne, jednak Wy próbujecie to przełamać i pokazujecie inną twarz tego gatunku. Wasze brzmienie jest nieco bardziej progresywne i wiele dzieje się wiele w Waszych piosenkach. Jest to odrobina chaosu, która w ostatecznej formie jest czymś pięknym. Zdecydowania zwraca to uwagę i wyróżnia się z pośród tego, co słyszymy na co dzień, co jest naprawdę interesujące. Było to Waszym zamierzeniem, by Wasza muzyka była inna niż wszystkie, wyróżniała się i na długo gościła w umysłach Waszych słuchaczy?
Dziękujemy za miłe słowa! Dla nas “Lost Isles” jest materiałem, który chcieliśmy naprawdę napisać i liczy się dla nas najbardziej to, że tworzymy to, o czym marzymy. Nasze brzmienie nie pochodzi tylko z tego, że gramy metal. Każdy z nas słucha różnych rzeczy i staramy się czerpać inspirację ze wszystkiego.

Dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że metal nie jest jedynym gatunkiem, jakiego słuchacie. Macie może jakiś ulubiony gatunek / kapelę, które inspirują Was i sprawiają, że jesteście lepszymi muzykami?
Bonobo jest wspaniałym muzykiem, który inspiruje nas do czerpania brzmienia z wszystkiego, co możemy usłyszeć. Nie tylko z muzyki, ale z każdego dźwięku, o którym jesteśmy w stanie pomyśleć.

Niedawno po raz pierwszy koncertowaliście w Europie. Na swojej trasie zahaczyliście także o Polskę, z której pochodzi Wasz gitarzysta. Zapewne był podekscytowany występem tutaj, a Wam jak się podobało w naszej stolicy?
Adam był naprawdę podekscytowany! Już od momentu przeprowadzki nie mógł się doczekać dnia, kiedy tutaj wróci, więc było to dla niego szczególne przeżycie. Sam koncert również był wspaniały. Wspaniale było zobaczyć całą salę ludzi, którzy dobrze się bawią już od pierwszych taktów naszego występu. Patrzeliśmy z podziwem na to, jak cieszycie się muzyką. Już nie możemy się doczekać by zagrać tutaj ponownie!

W Waszej krótkiej karierze zdołaliście występować już z kapelami takimi jak: The Word Alive, The Color Morale, Chelsea Grin, czy Veil of Maya. Z którą z kapel występowało Wam się najlepiej?
Hmm, trudno powiedzieć, bo kochamy ich naprawdę wszystkich!

Jest jakiś zespół z którym chcielibyście dzielić scenę w przyszłości?
Najlepszy line-up? Prawdopodobnie my, Architects i Bring Me The Horizon. Byłaby to nieziemska trasa!

W naprawdę krótkim czasie osiągnęliście wiele jako zespół. Jest taka możliwość, że niektóre grupy, nie będą nigdy w stanie dojść do miejsca, w którym jesteście teraz Wy. Jednak, czy jest coś takiego o czym marzycie jako zespół lub chcielibyście razem zrobić w przyszłości. Może wydać akustyczny album, albo zrobić światową trasę?
Światowa trasa byłaby czymś wspaniałym! Jeszcze dodać do tego ogromny zapas  chrupiących M&Ms i czulibyśmy się całkowicie spełnieni jako zespół.

Macie jakieś plany koncertowe na ten rok?
W sierpniu wyruszamy w trasę po Stanach i Kanadzie razem z In Hearts Wake, Northlane i Like Moths Too Flames. Wkróce zapewne ogłosimy więcej koncertów.

Może jakieś słowo mądrości na koniec?
Nigdy nie przestawajcie ciężko pracować. I.. pamiętajcie by myć ząbki przed snem.

Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas. Było naprawdę miło z Wami rozmawiać.
Również dziękujemy za miłą rozmowę.

Komentarze: