Wywiad z Bury Tomorrow

2018 November 30 | Ania Kamińska


Za nami już są dwa polskie koncerty Bury Tomorrow, na których wystąpili razem z 36 Crazyfists, Cane Hill i Crystal Lake. Mi udało się wybrać na ten poznański występ i porozmawiać chwilę z frontmanem tej Brytyjskiej kapeli, czego efekty możecie przeczytać poniżej.

Cześć! Możesz na początek powiedzieć coś o sobie?
Jasne! Jestem Dani i jestem frontmanem w Bury Tomorrow.

Kilka dni temu rozpoczęliście swoją europejską trasę. Jakie są Twoje dotychczasowe wrażenia?
Jest naprawdę świetnie! Trasa przechodzi wszystkie nasze oczekiwania. Muszę przyznać, że oczekiwaliśmy sporo, jednak to, co dostaliśmy jest niesamowite. W każdym miejscu, w którym jak dotąd byliśmy, było trzy razy więcej ludzi, niż na poprzednich trasach. Aż trudno jest w to uwierzyć, jest to cudowne i naprawdę fajne.

Któryś z koncertów zdążył się już wyróżnić?
Myślę, że ostatni koncert w Hamburgu był naprawdę dobry. Kiedy graliśmy tam ostatnim razem, to było jakieś 400 osób, a wczoraj graliśmy dla ponad tysiąca, a koncert był wyprzedany, więc było to naprawdę fajne uczucie. Generalnie dla nas jest to bardzo dobry znak. Mieliśmy wiele frajdy, zwłaszcza, że był to nasz drugi koncert w Niemczech. Przed nami jeszcze wiele do zagrania, i mam nadzieję, że w Polsce będziemy bawić się równie świetnie.

Mam nadzieję, że dobrze się dzisiaj spiszemy! Jest to już Twój kolejny koncert w Poznaniu i generalnie w Polsce. Jak podobają Ci się tutaj występy?
Tutaj zawsze jest świetnie. Każdy kolejny koncert, który tu gramy, daje nam nowe doświadczenia. Przychodzą tutaj naprawdę oddani i w pozytywny sposób szaleni fani. Dla nas tak naprawdę mało istotne jest to, czy gramy dla stu, czterystu, czy więcej osób. Zawsze dobrze się bawimy i jest to dla nas najważniejsze, liczę na to także dzisiaj wieczorem.

Może lubisz coś specyficznego w naszym kraju?

Uwielbiam tu koncertować! W ciągu naszej kariery byliśmy tutaj kilkukrotnie i nasze występy zawsze były ciepło przyjęte. Uwielbiam tu grać i lubię polskie miasta. Starówki w Poznaniu i Warszawie są naprawdę śliczne. Byliśmy również w Krakowie i wszystkie te miasta są piękne. Szkoda tylko, że nie możemy tutaj przyjeżdżać częściej.

Kilka miesięcy temu wydaliście swój nowy album “Black Flame”. Myślisz, że to jest ten album, z którego jesteś najbardziej dumny?
Oczywiście! Choć tak naprawdę, z każdego albumu, nad którym pracowaliśmy jesteśmy zadowoleni. Najnowszy jednak przeniósł to wszystko na wyższy poziom. Mam wrażenie, że ludzie naprawdę się z nim utożsamiają i z wiadomościami na nim zawartymi. Ja osobiście utożsamiam się z nim pod względem muzycznym, bo wynieśliśmy tutaj brzmienie na mocniejsze pole, a jednocześnie dodaliśmy nieco komercyjnych zagrań i odrobinę elektroniki. Brzmi to wszystko razem po prostu inaczej. Nie chcieliśmy po raz kolejny nagrywać takiego samego albumu, i robić czegoś na siłę, bo cały czas chcemy iść do przodu. Jest to dla nas duży postęp i widzimy, że ludziom to się naprawdę podoba.

Jak już wspomniałeś, na albumie znalazło się odrobinę elektroniki. Czy nagrywanie tego było “odświeżającym” doświadczeniem?
Tak, myślę, że zawsze chcemy eksperymentować i próbować czegoś nowego. Zawsze w jakimś stopniu lubiliśmy bawić się elektroniką. Ten album został wyprodukowany przez Dana Wellera, który również pracował nad naszym pierwszym albumem “Portraits” i to było niesamowite, że mogliśmy jeszcze raz współpracować przy najnowszym krążku. Cieszę się, że się w to zaangażował, gdyż jest świetnym producentem i bardzo on nam pomógł ze wszystkimi elektronicznymi częściami i napisał z nami wiele z nich. Było to naprawdę cudowne. Świetnie jest też usłyszeć finalny produkt, gdzie wszystko jest już połączone, gdyż czasami zdarza się, że coś, do czego nie jesteś przekonany, na końcu wydaje się wspaniale pasować. Taka jest przecież muzyka, a jest ona światem, w którym żyjemy, zwłaszcza, że jesteśmy metalową kapelą. Ostatecznie brzmi wszystko bardzo fajnie, bo nie chcieliśmy drastycznie zmieniać swojego brzemienia. Nadal jesteśmy piątką przyjaciół, która uwielbia grać razem. Niewątpliwie jednak jest to coś nowego w karierze Bury Tomorrow.

Masz w planach, by jeszcze tak poeksperymentować w przyszłości?
Jasne, zawsze chcemy iść do przodu. Może jednak nie tak daleko, bo w końcu jesteśmy metalowym zespołem i chcemy grać naszą muzykę i móc występować na żywo, a nie mieć tylko elektronikę puszczaną gdzieś w tle. Zapewne cały czas będziemy się rozwijać, w końcu jest to coś, co musisz robić jako artysta.

Co inspirowało Was na tym albumie. Jakaś muzyka, osoby, wydarzenia, historie? Wiem, że “My Revenge” napisaliście o statku pirackim, który nosił takie imię.
Tak, jest to historia o Jeanne de Clisson. Ja i mój brat zawsze lubiliśmy tworzyć narrację do pisanych przez nas historii, nie tylko na tym, ale na każdym naszym albumie. Napisaliśmy wiele fikcyjnych, jak i tych opartych na faktach historii. Historia Jeanne de Clisson była naprawdę inspirująca i nigdy wcześniej o niej nie słyszałem. Razem z bratem dużo o tym rozmawialiśmy i postanowiliśmy napisać piosenkę o tej mało znanej, a jednak niesamowitej postaci i jej życiu. Jest to zdecydowanie to, co chcieliśmy osiągnąć z “My Revenge”. Myślę, że większość piosenek, jakie piszemy, są oparte na jakichś anegdotach, bądź tym, co przeszliśmy w życiu osobistym lub jako zespół. Tak naprawdę zawsze staramy się wszystko razem połączyć.

Może masz swój ulubiony kawałek z tej płyty?
Myślę, że “More Than Mortal”. Jest to mocna, szybka piosenka i idealna do grania na żywo. Uwielbiam to jak ona brzmi. Również “Black Flame”. W końcu nazwaliśmy nasz album, na jej cześć, gdyż bardzo nam się spodobało to, jak ona brzmi. Więc zdecydowanie ta piosenka znajdzie się na mojej liście.

Gracie razem już 12 lat.
Tak, to będzie już jakieś 11-12 lat.

To naprawdę sporo. Co sprawiło, że jesteście w stanie grać jako zespół przez tak długi czas?
Wytrwałość i siła woli (śmiech). Tak naprawdę nie odnoszę wrażenia, że minęło już tak dużo czasu. Cały czas stawiamy sobie realistyczne cele i trzeźwo podchodzimy do biznesu, bo jakby nie patrzeć, jest to niestety biznes i musisz na tym zarabiać. Również nie chcemy stawiać sobie poprzeczki tak wysoko, by nie móc jej przeskoczyć. Robimy to, co lubimy i staramy się robić to dobrze i zawsze tylko o to nam chodziło. Znamy się już bardzo dobrze i ta czwórka osób, z którymi gram jest dla mnie jak rodzina.

Czy od momentu, w którym powstał ten zespół, zmieniłeś się jako osoba i jako muzyk?
Nie, myślę że nikt z nas się jakoś nie zmienił, jedynie dojrzeliśmy. Dojrzeliśmy w naturalny sposób, w końcu jakby nie patrzeć jesteśmy starsi, jednak patrząc na muzykę jaką piszemy, lubimy trzymać się tego, co znamy i wiemy jak będzie brzmieć. Wystarczy spojrzeć na mnie i Jasona, naszego wokalistę, mogę stwierdzić, że jesteśmy na tym etapie porozumienia, gdzie bezbłędnie jesteśmy w stanie ocenić jak będziemy brzmieć na płycie. Jest to naprawdę świetne uczucie, kiedy wiem, co on myśli, nawet jeszcze zanim on sam o tym pomyśli. Jest to wspaniałe, ale jak wspomniałem, wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną.

Podkreślasz, że z członkami zespołu jesteś jak rodzina. Sprawia to, że inspirujecie siebie nawzajem i uczycie się czegoś od siebie?
Pewnie i myślę, że jest to naprawdę ważne. Tak naprawdę w życiu najwięcej uczymy się od siebie i z błędów, jakie popełniamy, ale także od ludzi, z którymi zawieramy więzi. Oczywiste jest to, że w kapali pomagam swojemu bratu. Jednak nie sprawia to, że traktuję go jakoś inaczej niż pozostałą trójkę. Jest to naprawdę rodzinna relacja, gdzie razem walczymy i się śmiejemy.

Prędzej również wspomniałeś, że bycie w kapeli to także biznes Już od chyba dziesięciu lat obserwuję ten muzyczny świat, i zauważyłam, że od jakiegoś czasu coraz częściej słyszymy o kapelach, które są “zmuszane” do grania muzyki jakiej nie lubią lub podejmowania złych decyzji. Co o tym myślisz?
Myślę, że jest to naprawdę trudne pytanie. Zdecydowanie niektóre kapele robią to dla pieniędzy. Nie winię ich za to, bo tak naprawdę nie są to jakieś duże pieniądze, jeśli grasz w metalowej kapeli, gdyż ten gatunek nadal nie jest aż tak popularny. Wiesz, my jednak zawsze staramy się być prawdziwi w tym, co robimy. Jako metalcore’owe kapela, gramy w tym samym stylu od 2006 roku. Tak długo jak mam tego świadomość, to mogę spokojnie spać po nocach, kiedy wracam do domu. W tym co robimy zawsze staramy się iść do przodu, być nowocześni i czerpać tyle ile się da, z tego, co nowe. Niektórzy nawet myślą, że jesteśmy jakąś nową, młodą kapelą (śmiech). Jednak w pewien sposób jest to świetne. Jakby nie patrzeć świat muzyczny taki już jest, że niektórzy angażują wiele osób w cały artystyczny proces, co nie jest w porządku. Artyści, muzycy sami powinni pracować nad swoim brzmieniem. Niestety na muzykę często patrzy się przez pryzmat pieniędzy, lub trafia się na wytwórnie, które stawiają jakieś warunki. My mieliśmy to szczęście, że obie nasze wytwórnie bardzo nas wspierały w naszej muzycznej przygodzie. Nasza poprzednia wytwórnia, Nuclear Blast, ma w swoich szeregach masę bardzo mocnych brzmieniowo kapel i mimo tego, nie starała się ona zmieniać nas w żaden sposób. Tak samo jest teraz z Sony. Jest to ogromna wytwórnia i można by było pomyśleć, że będzie stawiać warunki, by kapele szły bardziej w mainstream, jednak tego nie robią. Naprawdę skupili się na nas i tym, co robimy, byśmy mieli szansę to robić jak najlepiej tylko się da. Jest to wielkie szczęście być w takiej pozycji.

Naprawdę, cieszy mnie to, kiedy widzę kapele, które grają to, co lubią i tworzą muzykę prosto z serca. Myślę, że każdy słuchacz może czuć podobnie.
Tak, masz rację. Myślę, że wychodzenie codziennie na scenę i granie czegoś, z czego nie ma się radości, musi być bardzo trudne. I jeśli tak jest i nie czujesz tej ekscytacji, kiedy stawiasz pierwszy krok na scenie, to prawdopodobnie nigdy nie powinieneś być w zespole. Brak takiej wewnętrznej radości może tylko sprawić, że magia stojąca za tym wszystkim po prostu pryska, a muzyka umiera. Dla nas muzyka jest wszystkim. Nawet jeśli przychodzą trudniejsze chwile, z momentem wejścia na scenę, wszystko staje się prostsze, i to właśnie w tym wszystkim chodzi.

Zauważyłam, że jako zespół zawsze staracie się troszczyć o swoich fanów i być z nimi szczerzy. W końcu ile razy widzimy nieco “gwiazdorzące” kapele, które pokazują idealny obraz tego jak wygląda ich życie.
Myślę, że coraz więcej osób rozumie, że takie rock and rollowe życie jest po prostu sztuczne i taki sposób kreowania rzeczywistości powinien umrzeć wraz z metalowymi kapelami lat osiemdziesiątych, które jakby nie patrzeć wybiły się właśnie w taki sposób. Dla niektórych ludzi takie postępowanie może pasuje, my jednak nie rozumiemy takiego podejścia. Jesteśmy piątką zwykłych chłopaków, którzy uwielbiają tworzyć muzykę i kochamy ludzi, dzięki którym możemy to robić. Gdybyśmy nie mieli fanów w Polsce, nigdy byśmy tutaj nie przyjechali. Nie ważne dla ilu osób zagrany w danym miejscu, zawsze staramy się traktować naszych fanów z szacunkiem. Cieszę się, że jesteśmy w tym wytrwali i nie zmieniliśmy swojego światopoglądu, bo wiem, że niektóre zespoły tak zrobiły. Także ludzie, mają teraz ogromne możliwości w Internecie, by móc wypowiedzieć się na dany temat i zdają sobie oni sprawę, że niektóre zachowania są po prostu nieakceptowalne. Wszyscy fani wydają naprawdę dużo pieniędzy, by móc przyjść na koncert, kupić płytę czy koszulkę. Jest to dzisiaj naprawdę spory wydatek. Więc dlaczego nie mielibyśmy oddać odrobiny szacunku naszym fanom.

Mówiąc o fanach. Kiedy wydaliście pierwszy singiel z nowej płyty, pojawiły się głosy, że jest coś nie tak z produkcją, więc postanowiliście to zmienić.
Ach tak, tak, było to naprawdę dziwna sytuacja. Ufamy naszym fanom i wiemy, że oni najlepiej wiedzą co chcą usłyszeć. I naprawdę bardzo wiele osób wspominało, że perkusja brzmi niezbyt dobrze i w dodatku kiedy wgraliśmy to na YouTube, jakość jeszcze bardziej się pogorszyła. Nie mieliśmy pojęcia, że w ogóle coś takiego się stanie. Nasi fani jednak przemówili i postanowiliśmy to zmienić. Wyświetlenia naprawdę nie są dla nas najważniejsze. Kiedy jesteś w zespole, te liczby cały czas się zmieniają i rosną. Myślę, że przed usunięciem mieliśmy jakieś 400 tysięcy wyświetleń. Jest to sporo, jednak jeśli ten klip pozostanie na platformie przez co najmniej kolejne dwa lata i ludziom będzie się to podobać, to wyświetlenia wrócą, nie jest to wielki problem.

Zawsze też jest szansa, że fani pokażą wideo swoim innym znajomym.
Pewnie! Nas jednak cieszy to, że wielu osobom spodobało się to, że postanowiliśmy to zmienić, więc oni zapewne podzielą się naszą muzyką z innymi. Ostatecznie dla nas skończyło się to bardzo dobrze.

Jest jeszcze coś, co chciałbyś osiągnąć razem z kapelą?
Myślę, że na razie jest duża różnorodność pomiędzy niektórymi miejscami, w którymi graliśmy, nawet patrząc na to, ile osób przychodziło. Myślę, że teraz to Niemcy są jedynym krajem w tej części Europy, gdzie scena jest rozbudowana i praktycznie tak duża jak ta w UK. My chcielibyśmy grać więcej w krajach takich jak Polska, czy Austria i generalnie mniejszych państwach. Jeśli kiedyś nam się uda grać dla tysięcy, będzie to niewątpliwie spełnienie naszych marzeń. Jak na razie udało nam się to osiągnąć tylko w Niemczech, co już jest sukcesem. Naszym największym marzeniem jest jednak wydanie więcej albumów i granie więcej koncertów. Chcemy grać tak długo aż będziemy starzy i ledwo będziemy się trzymać na nogach grając na scenie (śmiech).

Masz może jakieś kapele, z którymi chciałbyś pojechać w trasę?
Tak, Slipknot.

Slipknot?
(Śmiech), o tak! Choć tak naprawdę chciałbym grać dla tak wielu ludzi jak to tylko możliwe. Prędzej zagraliśmy w Polsce kilka koncertów razem z Parkway, a Parkway Drive jest ogromną kapelą w każdej części świata, więc robienie kolejnej trasy razem byłoby super. Także Architects stało się całkiem popularne. Graliśmy już kilka razy wspólną trasę i świetnie byłoby wrócić razem. Dla mnie zawsze jest wspaniałe to, kiedy mogę grać dla nowych ludzi. Slipknot, Trivium, Bullet For My Valentine, wszystkie te zespoły robią świetną robotę i pojechanie z nimi w trasę byłoby super i moglibyśmy spotkać nowych ludzi, którzy mogą doświadczyć naszej muzyki. Nawet z Bring Me The Horizon, których ludzie bardzo lubią.

Bring Me The Horizon gra teraz naprawdę duże koncerty.
O tak i granie z nimi byłoby fajne i na pewno spotkalibyśmy tam nowych fanów.

A sam czego słuchasz w wolnym czasie?
Zdecydowanie nie metalu.

Nie metalu?
(śmiech). Żartuję, oczywiście, że słucham metalu. Teraz jestem wielkim fanem The Fever 333, są świetni. Uwielbiam Jasona Butlera także za czasów gdy grał jeszcze z letlive.

Letlive było naprawdę świetną kapelą.
O tak, byli super. Choć to, co Jason robi z The Fever jest również świetne. Cieszy mnie to, że postanowił nadal tworzyć muzykę. Tak naprawdę to lubię słuchać wszystkiego. Wiem, że wiele osób by tak odpowiedziało na to pytanie bez większego zastanowienia, ale ja naprawdę lubię wszystko. Hip-hop, dance, EDM, mocny rap, do tego mogę jeszcze dodać grindcore, pop. W sumie nie mam swojego ulubionego gatunku muzycznego. Słucham naprawdę dużo artystów, którzy wykonują muzykę akustyczną, gdyż uwielbiam melodie, nawet jeśli sam takich nie tworzę w zespole (śmiech). Kocham melodyjność i ludzi takich jak John Mayer. Tak naprawdę lubię wszystko w czym dostrzegam jakiś talent.

Sama uważam, że każdy gatunek muzyczny ma coś ciekawego do zaoferowania i zawsze jesteśmy w stanie znaleźć coś dla siebie, jednak nie każdy podejmuje tę próbę poszukania tego, co mu się spodoba.
Absolutnie masz rację. Zawsze sam to powtarzam. Każdy gatunek ma coś dla każdego, ty tylko musisz to odnaleźć.

Myślę, że to będzie na tyle. Jakieś słowa mądrości na koniec?
Jakieś mądra słowa? Hmm… Polacy, proszę przychodźcie na nasze koncerty :).

Dziękuję za wywiad i życzę Ci powodzenia na dzisiejszym koncercie i w całej przyszłej karierze zespołu.
Dziękuję! Mam nadzieję, że przychodzisz dzisiaj na koncert?

Oczywiście!
Więc do zobaczenia wkrótce!

Wywiad przygotowała i zrealizowała: Anna Kamińska

Podobne Posty:

Komentarze: