"Into The WIld"
Wildways
Premiera: 25.03.2016
Wytwórnia: Artery Recordings
Ilość utworów: 12

Wildways w debiutanckim “Into The Wild”

2016 March 15 | Ania Kamińska


Muzycy z Wildways swoją przygodę zaczęli w 2009 roku, kiedy to byli jeszcze znani jako Sarah Where’s My Tea. Szybko ich zauważono i stali się rozpoznawalni głównie w europejskich krajach, gdzie grywali swoje pierwsze koncerty. Kapela jednak doszła do wniosku, że chciałaby być bardziej rozpoznawalna także w innych miejscach na Ziemi i w 2014 roku zmienili nazwę na Wildways. Podpisali kontrakt z Artery Recordings i zabrali się za nagrywanie swojego debiutu “Into the Wild”, który do sprzedaży trafi 25 marca.

Od dobrego tygodnia próbowałam zabrać się za sprawdzenie tego nagrania, bo po przesłuchaniu promującego album singla i obejrzeniu klipu do “Faka Faka Yeah” załamałam się, opadły mi ręce, nogi i chyba wszystkie inne części ciała. Doszłam do wniosku, że nawet Brokencyde ma lepsze piosenki w swoim repertuarze. Zaczęłam się zastanawiać czy to nie jest jednak jakiś żart i specjalne naśmiewanie się z dzisiejszych trendów panujących w muzyce. W końcu ani wytwórnia taka jak Artery Recordings, czy sam Cameron Mizell, nie zabraliby się za promowanie i nagrywanie czegoś tak bardzo niesłuchalnego. To musi być jedyne wytłumaczenie, bo reszta wydawnictwa naprawdę daje radę! Co prawda teksty w niektórych miejscach nie powalają, ale instrumentalnie i kompozycyjnie da się tego słuchać. Są tutaj także piosenki trochę na Attilę jak chociażby “D.O.I.T.”, czy początek “3 Seconds To Go”, ale na szczęście reszta kawałków jest w innym stylu.

Mamy jeszcze trochę rapowanych momentów na tej płycie, chociażby w numerze “Princess”, w którym gościnnie wystąpiła Rebecca Need-Menear. Wielką fanką żeńskich wokali nie jestem, jednak w tym przypadku się one tutaj dobrze wpisały. Nie jest ona jedynym gościnnym artystą na tym nagraniu. Możemy usłyszeć tutaj także Lou Miceli z Palisades w kawałku “What You Feel”, Iana Shneyder’a z Now I See w “Illusions and Mirrors”, rosyjskiego rapera Toni Raut, który zaprezentował nam kilka linijek w swoim ojczystym języku w “Dont’ Give Up Your Guns”, aż w końcu za mikrofonem stanął sam Mizzel w chilloutowym kawałku “Slow Motion”. Jak zaczęłam przygodę z “Into the Wild” bałam się, że elektroniczne wstawki zniszczą cały odbiór tego wydawnictwa. Na szczęście są one bardzo dobrze nagrane i wkomponowane w całość. Dominują jedynie w “Wings”, jednak to nie przeszkadza, bo całość tworzy całkiem przyjemną popową piosenkę.

Nie powiem, ale przeżyłam rollercoaster emocji sprawdzając ten album. Od totalnego zniechęcenia doszłam do momentu, w którym stwierdziłam, że nie jest źle, a nawet całkiem dobrze. Co prawda do tej pory nie wiem dlaczego “Into the Wild” promuje tak fatalny singiel, bo znalazłoby się na nim jedenaście innych piosenek, które bardziej zachęciłyby słuchaczy do sprawdzenia tej kapeli. Wiadomo, że to co zaprezentowali nam muzycy z Wildways, nie jest czymś odkrywczym, jednak w większości przypadków jest bardzo przyzwoite i nadające się do słuchania. Do tego gościnni wokaliści, którzy zgodzili się wystąpić na tym wydawnictwie sprawdzili się bardzo dobrze. Mimo pierwszego złego wrażenia, wszystko ma ręce i nogi i ostatecznie jest całkiem interesującą i przyjemną pozycją.

Komentarze: