"Cold Like War"
We Came As Romans
Premiera: 20.10.2017
Wytwórnia: Sharptone Records
Ilość utworów: 10

Recenzja: We Came As Romans powracają w wielkim stylu.

2017 October 21 | Sylwia Sarama


Po tym jak w ubiegłym roku amerykańska grupa We Came As Romans ogłosiła swoje dołączenie do rodziny Sharptone Records i opublikowała pierwszy singiel, “Wasted Age” mający zapowiadać przyszłe wydawnictwo pod szyldem wytwórni nie mogliśmy doczekać się co z tego wyniknie. Na efekt prac przyszło nam czekać ponad rok, jednak w końcu krążek zatytułowany “Cold Like War” trafił w nasze posiadanie. Z chęcią i zapałem przesłuchaliśmy cały krążek a poniżej możecie zapoznać się z treścią, która mówi o tym jak bardzo nam się spodobał i czy aby na pewno tak było.

Przygodę z płytą rozpoczynamy wraz z utworem “Vultures with Clipped Wings”, kawałkiem przeciętnym, który z początku stara się nas nieco zmylić jeżeli chodzi o styl w jakim utrzymany jest krążek. Jednak po pierwszej minucie gdy na horyzoncie pojawia się growl wiemy już, że wraz z tym albumem grupa twórczo udała się w stronę swojego debiutanckiego wydawnictwa “To Plant A Seed” (2009). Oczywiście nie jest to całkowity powrót do przeszłości i nadal spotykamy tutaj elementy pasujące bardziej do późniejszych dokonań kapeli. Przykładem na to może być chociażby tytułowe “Cold Like War”, gdzie mocniejsze fragmenty przemieszano z melodyjnym wpadającym w ucho refrenem przywodzącym na myśl starsze kawałki kapeli takie jak “Hope” czy “Never Let Me Go” (“Tracing Back Roots”, 2013).

Brnąc dalej w słuchanie tego wydawnictwa odnajdziemy kilka dziwnych, nudnych, generalnie średnich utworów, bez których szczerze moglibyśmy się obejść. Mam tutaj na myśli “Two Hands”, “Promise Me” i najbardziej dziwaczny z nich wszystkich “Encoder” (proponuję zmianę nazwy na bip bip), który do znośnego został podciągnięty jedynie dzięki krzykom Stephens’a. Również nad “Lost In The Moment” zastanowiłabym się nieco dłużej, bo piosenka mimo, że wydaje się być całkiem znośna jakoś do mnie nie trafia. Zespół postarał się jednak aby na płycie znalazły się także prawdziwe ‘smaczki’, które spowodują, że z chęcią wrócicie do tego krążka raz czy dwa, no ewentualnie dziesięć. Wyliczanie możemy rozpocząć od świetnej ubiegłorocznej zapowiedzi czyli singla “Wasted Age”, porywającego idealnie zagranymi instrumentami, melodyjnym refrenem i świetną robotą w wykonaniu Dave’a. Te zalety powtarzają się również w pozostałych dwóch utworach, “Foregin Fire” i “Learning to Survive”, przy czym ten ostatni moim ostatnim jest najlepszym kawałkiem z całego albumu.

Na koniec już w dużym skrócie, krążek “Cold Like War” nie jest najlepszym albumem jaki w tym roku trafił na rynek, ale z pewnością jest jednym z lepszych w karierze amerykańskiego zespołu. Z przyjemnością się go słucha i do niego wraca, szkoda jedynie, że kończy się w mgnieniu oka. 4.5/5

Komentarze: