"Violent Noise"
The Word Alive
Premiera: 04.05.2018
Wytwórnia: Fearless
Ilość utworów: 12

Recenzja “Violent Noise” od The Word Alive

2018 May 8 | killing_joke93


Ostatnio miał premierę kolejny album formacji The Word Alive pod tytułem “Violent Noise”, jest to piąty longplay chłopaków ze stanu Arizona.

W czasie gdy wiele zespołów eksperymentuje z muzyką i stara się wkręcić nadmierną ilość nowości w klasyczne gatunki (co nie zawsze wychodzi im na dobre) potrzebny jest ktoś kto potrafi nie kombinować i grać dalej tą samą muzykę przemieszaną z odrobiną świeżości. Zdecydowanie jedną z takich kapel jest The Word Alive. Najnowsze wydawnictwo zespołu można zaliczyć do właśnie takich, klasyczny post-hardcore z odrobiną świeżości, nieprzekombinowany, a jednocześnie nie nużący po zaledwie jednym przesłuchaniu. Gdybym miał wybrać swojego faworyta na płycie to z pewnością ciężko byłoby mi się zdecydować, bo każdy kawałek trzyma poziom. Już utwór otwierający krążek pt. “Red Clouds” świetnie ukazuje świeży powiew w melodiach tworzonych przez kapelę, ale jednak jednym z tych bardziej interesujących jest “Stare At The Sun”. Gościnnie udział w tym numerze wziął Danny Worsnop, wokalista Asking Alexandrii i trzeba przyznać, że pokazał tutaj klasę dodając utworowi amerykanów dodatkowych zalet. Kolejną ciekawszą kompozycją na płycie jest piosenka pt. “Human”, gdzie również mamy gościnny występ, tym razem Sincerely Collins. Artysta wprowadza tutaj całkiem niezły i zaskakujący element rapu, który świetnie komponuje się z wokalem Tylera Smith’a.

Co do reszty kawałków warto wspomnieć jeszcze coś na temat singla wypuszczonego przed albumem utworu pt. “Why Am I Like This?“, który godnie ukazał czego można spodziewać się po krążku. Co do reszty utworów można stwierdzić że wszystko jest spójne i przyjemne, profesjonalne, a zagrane melodie egzystują w połączeniu z doskonałym wokalem (przewagę mają wokale śpiewane). Mogliście się o tym przekonać sięgając chociażby do wcześniej wspomnianego singla. Kolejnym plusem dla tej płyty jest to, że nie brzmi jak każdy inny krążek i nie dostaliśmy w pakiecie ‘odgrzewanego kotleta’. Warto też zaznaczyć, że jest to najdelikatniejsze, najbardziej spokojne wydawnictwo w całym dorobku kapeli. Ni mniej ni więcej album jest zdecydowanie godny słuchania.

Komentarze: