"I Confess"
Shoot The Girl First
Premiera: 01.04.2016
Wytwórnia: Redfield Records
Ilość utworów: 10

Recenzja nowego krążka Shoot The Girl First – “I Confess”

2016 March 16 | Ania Kamińska


Francusko-amerykańska kapela Shoot The Girl First swoją muzyczną przygodę rozpoczęli już sześć lat temu. Minęło już sporo czasu, a do dzisiaj pamiętam, kiedy usłyszałam ich pierwszą EP-kę “They Have Clocks, We Have Time”. W kolejnych latach udało im się zagrać kilkadziesiąt koncertów w Europie i wydać debiutancki album. W ostatnich miesiącach muzycy w swoich szeregach powitali nowego wokalistę, pracowali nad nowymi piosenkami i dodatkowo podpisali kontrakt z Redfield Records. Teraz pod szyldem nowej już wytwórni wydadzą swój drugi studyjny album zatytułowany “I Confess”, który do sprzedaży trafi 1 kwietnia.

Muzycy z Shoot The Girl First przeszli naprawdę długą drogę przez ostatnie sześć lat i niewątpliwie można to zauważyć słuchając “I Confess”. Widać, a nawet słychać progres jaki zrobili od czasów swojego debiutu w 2011 roku. Muzyka na nowym krążku jest bardziej dojrzała i porównując ją z “Follow The Clouds” również jest bardziej dopracowana pod względem kompozycyjnym, instrumentalnym i wokalnym. Jest to wielki plus! Jest mocniej niż kiedykolwiek i jeszcze bardziej melodyjnie. Słuchając tego albumu koniecznie trzeba sprawdzić kawałki takie jak: ”I Like the Way You Die, Boy”, ”God’s Gift (Your Violence)”, czy ”Have the Lambs Stopped Screaming” Mocne, metalcore’owe brzmienia, przeplecione z hardcore’owymi wpływami i melodyjnymi refrenami nie mogą się nie podobać! Piosenki te w dobry sposób pokazują nam jak zmienił się styl tej kapeli przez ostatnie lata. Do tego dochodzi nam jeszcze ”I’m Yours, and I Am Not Yours” z pięknym gitarowym wstępem i odrobinę progresywnym, a nawet melodic hardcore’owym brzmieniem. Coś naprawdę godnego uwagi. Oczywiście na nowym albumie nie może zabraknąć odrobiny elektroniki, z której słynie ta grupa. Co prawda czas świetności kapel grających post-hardcore z elementami elektroniki już dawno minął, jednak Francuzi pokazują nam, że można do tego wrócić i robić to naprawdę dobrze.

Jeśli liczycie na dużą liczbę elektro-wstawek, które znalazły się na poprzednich płytach zespołu, to możecie się odrobinę zawieść. W większości kawałków na płycie jednak elektroniczne momenty są bardzo subtelne i nie starają się dominować. Nie licząc może numerów takich jak: ”Call Me V”, czy ”Evil’s Trick”, w których jest to bardziej uwypuklone. Jednak to „uwypuklenie” nie kradnie całej piosenki, gdyż wszystko się tam idealnie komponuje! Na sam koniec możemy usłyszeć coś odrobinę lżejszego, jest to piosenka ”Dreamcatcher” zamykająca krążek, która daje nam kilka minut wytchnienia po albumie pełnym energii i emocji. Muzycy po raz kolejny w swoich piosenkach pokazali swoją miłość do kinematografii i każdy z numerów opowiada o innym filmie. Mamy tutaj między innymi: „Milczenie Owiec”, „Wyspę Tajemnic”, czy „V, jak Vendetta”. Resztę filmów zapewne uda już Wam się rozszyfrować chociażby po tytułach piosenek. Instrumentalnie muzycy przeszli samych siebie na tym wydawnictwie, jest to duży krok na przód w porównaniu z ich poprzednimi nagraniami, które i tak były dobre! Wokalnie również się bronią. Nowy wokalista grupy spisuje się bardzo dobrze. Nawet keyboardzistka grupy podjęła się scremowania, co zaprezentowała chociażby w ”No Hero”. Niewiele mamy żeńskich screamerek, więc jest to coś co niewątpliwie wyróżnia teraz Francuzów na rynku muzycznych. Na ”I Confess”, nie obyło się także bez gościnnych wokali, a dokładnie jednego śpiewającego gościa. Swojego wokalu w ”Evil’s Trick” udzielił Michael Swank z Myka Relocate. Jego fragmentu trudno jest nie zauważyć w tym utworze, jednak nadal muzyk idealnie wkomponował się w całą piosenkę.

Nadchodzące wydawnictwo Shoot The Girl First, pokazało mi, już po raz kolejny, że patrzenie na to, jak przez lata rozwija się kapela, sprawia mi wielką przyjemność. A muzycy naprawdę pokazali wielki progres pod każdym względem. Na “I Confess” wszystko od pierwszej do ostatniej sekundy brzmi tak, jak powinno. Piosenki są mocne, pełne energii, i co tutaj dużo mówić, słucha się ich z zaciekawieniem i dużą przyjemnością. Zapewne żaden fan mocniejszego grania z wielką chęcią sprawdzi ten krążek, bo jest on wart polecenia!

Komentarze: