"Four Year Strong"
Four Year Strong
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja nowego krążka Four Year Strong

2015 June 10 | Ania Kamińska


Pop punkowcy z Four Year Strong w tym roku świętują czternaście lat bycia na scenie. Przez ten czas zdołali już zbudować swoją markę. Kojarzymy ich dzisiaj nie tylko z muzyką, ale także z kolorowymi i nieco komiksowymi okładkami płyt, na których są wróżki, czarodzieje, i rekiny, czy w końcu z tytułami piosenek zaczerpniętymi prosto ze znanych filmów. Wszystko to sprawiło, że na początku XXI wieku świętowali swój wielki triumf na punkowej scenie. Po nieco nieudanym “In Some Way, Shape, or Form” z 2011 roku, po którym wielu przewidywało już rozpad kapeli, muzycy z Massachusetts powracają w dobrym stylu wraz ze swoim piątym studyjnym albumem “Four Year Strong”, który na półki sklepowe trafił w ubiegłym tygodniu.

Już na wstępie mogę powiedzieć, że “Four Year Strong” jest chyba najlepszą płytą z tego gatunku jaką słyszałam w tym roku. Mimo, że miałam do czynienia już z całkiem dobrym The Story So Far całkiem niedawno, to nowe nagranie Amerykanów z Four Year Strong wydaje się je przebić. Amerykanie już od pierwszego utworu jakim jest “I Hold Myself In Contempt” pokazują, że są w starej dobrej formie. Na swoim nowym krążku po raz kolejny postanowili pokazać kolorową okładkę i cytować w tytułach fragmenty znanych filmów. Tym razem odnieśli się między innymi do takich produkcji filmowych jak: “Kłamca, Kłamca”, “Kevin Sam w Domu”, czy “Szczęki”.

Wydając “We All Float Down” jako utwór promujący płytę, muzycy zrobili chyba najlepszą rzecz jaką mogli. Jest to niewątpliwie jeden z lepszych kawałków na płycie, a wieloletni fani kapeli mogli poczuć się zadowoleni, że grupa wróciła do swojego dawnego brzmienia. To zdecydowanie podsyciło oczekiwanie na to wydawnictwo. Mocną stroną tego krążka są utwory takie jak: “Wipe Yourself Off, Man. You Dead.”, czy “Stolen Credit Card!”. Wspomniane piosenki są mocne, nieco agresywne, a z drugiej strony popowe i melodyjne, co sprawia, że zostają z nami na długo i bardzo chętnie się do nich wraca. Na nowej płycie kapela wnosi też trochę easycore’owego grania, które jest nieco bardziej popowe i bardzo szybko wpada w ucho. Możemy to dobrze zauważyć w “Gravity”, czy “The Sound of Your Heart”. W ostatnim utworze na płycie, jakim jest “Go Down In History”, wprowadzają nieco grupowych, wesołych wokali. Piosenka zaś sama w sobie jest radosna i jest idealnym zakończeniem tego jedenastoutworowego albumu.

Podsumowując. Amerykanie nie bez powodu nazwali ten krążek po nazwie swojej kapeli. Bez wątpienia pokazali tutaj swój powrót do korzeni i w sposób bezbłędny podsumowali prawie piętnaście lat swojej działalności. Nie ma tutaj piosenki, którą chciało by się przełączyć, co często zdarza mi się robić przy pop-punkowych produkcjach. Wszystkie utwory są przemyślane, pełne energii i melodyjności z odrobiną agresji. Dwójka wokalistów robi tutaj naprawdę niezłą robotę i nie ma tutaj refrenu, którego nie dałoby się zapamiętać, także instrumentalnie płyta stoi na bardzo wysokim poziomie. Można powiedzieć, że nie ma tutaj złego utworu, bo do każdego z nich wraca się z wielką radością i ogromną przyjemnością. Dlatego, bez większych przeszkód mogę dać temu albumowi bardzo wysoką notę. Pozycja zdecydowanie obowiązkowa na zbliżające się upalne dni.

Komentarze: