"To Those Left Behind"
Blessthefall
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja nowego krążka Blessthefall

2015 September 30 | Ania Kamińska


Blessthefall jest jedną z tych kapel, o której chyba każdy słyszał co najmniej raz. Nic w tym trudnego, w końcu przez dwanaście lat istnienia na rynku muzycznym udało im się wydać pięć studyjnych albumów, z czego ostatni z nich – “To Those Left Behind” ukazał się całkiem niedawno. Przez tę ponad dekadę nagrywania, mieli swoje wzloty i upadki, jakie w swojej historii miewa każda kapela. Po bardzo dobrze przyjętym “Hollow Bodies” sprzed dwóch lat, które było chyba najmocniejszą płytą w ich karierze, miałam duże oczekiwania, co do nowego longplay’a.

Już dwa pierwsze single, które zapowiadały krążek, czyli “Up In Flames” oraz “Walk On Water”, bardzo mnie zainteresowały. Mają w sobie one wszystko to, co naprawdę lubię i sobie cenię w tej kapeli. Jest energia i melodyjne refreny, które w połączeniu zawsze bardzo dobrze im wychodziły. Niewątpliwie możemy w nich usłyszeć mocniejszy klimat, który zapoczątkowali na swoim poprzednim wydawnictwie, co jest bardzo na plus. Według mnie, nieco mocniejsze klimaty do nich bardzo pasują. Podobnie sprawa wygląda przy otwierającym album utworze “Decayer”, a także przy jednym z kolejnych – “Against The Waves”. Niewątpliwie są to kawałki, które zachęcają do sprawdzenia tego, co przygotowali dla Nas Amerykanie. Inaczej sprawa ma się z jednym z kolejnych utworów na płycie, czyli “Dead Air”. Mimo, że piosenka zaczyna się agresywnie, tak naprawdę nią nie jest. Pokazuje nam ona bardziej lekkie oblicze kapeli, za którym jakoś szczególnie nigdy nie przepadałam. Utwór bez większych problemów mógłby być puszczany w rozgłośniach radiowych, ze względu na brak screamów. Da się go naprawdę lubić i słuchać w spokojniejsze dni. Jeśli poszukujecie też nieco emocji w tekstach piosenek, to powinniście sprawdzić ten numer.

Muzycy nie na “To Those Left Behind” nie bali się także nieco poeksperymentować ze swoim brzmieniem. Wystarczy spojrzeć na “Looking Down From The Edge”. Możemy usłyszeć w nim nieco elektroniki, w niektórych momentach możemy zauważyć także inspirację nieco progresywnymi brzmieniami. Całość prezentuje się nawet całkiem obiecująco, mimo, że nie jest to jedna z tych bardzo mocnych piosenek. Jak już wspomniałam, nie jestem wielką fanką ich spokojniejszych kawałków, jednak “Keep What You Love & Burn the Rest” zwróciło moją uwagę. Utwór, w którym możemy usłyszeć nieco hip-hopowe bity, jest nieco melancholijny, jednak napięcie jest w nim niesamowicie zbudowane i pod koniec możemy usłyszeć nieco więcej energii. Muszę przyznać, że ten numer wyszedł im zdecydowanie na plus. Następny w kolejności jest kawałek “Condition//Comatose”. Jest to kolejny z tych spokojniejszych numerów. Spodobał mi się on bardzo pod względem tekstu, w którym bohater orientuje się że umarł, lub jest w śpiączce. Czytałam wiele pochlebiających opinii na temat tego utworu, jednak pod względem muzycznym mnie on jakoś nie zachwycił. Jest to prawdopodobnie jeden z tych numerów, na który potrzebuję dużo więcej czasu, by powiedzieć, że mi się on podoba. Jak na razie jednak on do mnie nie przemawia.

Pod koniec tego albumu możemy jednak usłyszeć jeszcze odrobinę mocniejszych brzmień. Mamy przed sobą utwory takie jak: “Oathbreaker”, czy tytułowy “To Those Left Behind”. Są to jedne z mocniejszych numerów nie tylko na tej płycie, ale także w całej historii zespołu. Po raz kolejny możemy usłyszeć tutaj wspomnianą energię, mocniejsze riffy i przede wszystkim zapadające w ucho refreny. Album ostatecznie kończy numer “Departures”, który jest najdłuższym na tym wydawnictwie. Jest to jeden z tych numerów, w którym melodyjność, emocje i energia przedstawione są w odpowiednich proporcjach, czego szczerze brakuje mi w wolniejszych kawałkach tej kapeli. Tutaj jednak im się to zdecydowanie udało.

Mimo, że Blessthefall jest jedną z moich ulubionych kapel, to słuchając tego albumu pierwsze kila razy, nie byłam do niego zbyt przekonana i wydał mi się on nieco nudny. Szkoda, że na tym wydawnictwie muzycy nie wprowadzili gościnnych wokali, gdyż na poprzednim longplay’u bardzo dobrze im to wyszło. Spokojniejsze utwory też do końca do mnie nie przemawiają pod względem muzycznym, jednak kolejne odsłuchania mogą to zmienić. Ostatecznie kapela pokazuje, że cały czas potrafi nagrywać numery w swoim stylu, które podobają się słuchaczom. Miejmy nadzieję, że na następnych krążkach będą nadal się rozwijać i prezentować równie ciekawe kawałki.

Komentarze: