"Found In Far Away Places"
August Burns Red
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja nowego krążka August Burns Red – “Found In Far Away Places”

2015 July 7 | Ania Kamińska


Po ogromnym sukcesie, jaki odnieśli August Burns Red po wydaniu “Resuce & Restore” dwa lata temu, nadeszła pora by ponowić ten stan. Tym razem Amerykanie powracają z szóstym studyjnym albumem zatytułowanym “Found In Far Away Place”. Swoją oficjalną premierę będzie on miał już wkrótce, bo 29 czerwca. Zdaje się, że im tym razem muzycy nas nie zawiodą. Częściowo mogliśmy się o tym przekonać słuchając promującego album singla – “The Wake”. Teraz nadeszła pora, by poddać cały ten krążek szczegółowej ocenie.

Mimo, że bardzo lubię August Burns Red, to osobiście nie mogłam jakoś przekonać się do ich ostatniego krążka. Samej płycie nie mogę nic zarzucić, jednak nie powaliła mnie ona na kolana. Kiedy usłyszałam, że muzycy szykują kolejną płytę, to postanowiłam dać im szansę i sprawdzić to, co przygotowali dla swoich słuchaczy tym razem. Muszę przyznać, że już po pierwszych utworach wiedziałam, że z miłą chęcią będę wracać do tej pozycji. Już na “Rescue & Restore” muzycy pokazali się z dobrej instrumentalnej strony, jednak na “Found In Far Away Places” postanowili przenieść to na nowy poziom. Nowe utwory są jeszcze bardziej dopracowane pod względem technicznym, różnorodne i przede wszystkim nieco bardziej eksperymentalne niż dotychczas. W całości można stwierdzić, że jest to niejakie przedłużenie tego, co rozpoczęli kilka lat temu na “Leveler”.

Pamiętacie może jeszcze kawałek “Internal Cannon”, który znalazł się na wydanym cztery lata temu albumie “Leveler”? Piosenka ta zasłynęła głównie dzięki akustycznemu fragmentowi umieszczonemu w połowie piosenki. Podobny zabieg muzycy zastosowali na nowym krążku w każdym z 12 utworów. Mamy tutaj już nie tylko akustyczne momenty, muzycy czerpią w tym momencie z wielu różnych gatunków. Tak na przykład w “Identity”, czy w “Majoring In The Minors” możemy usłyszeć coś co od razu skojarzy nam się z klimatem country i Dzikiego Zachodu, a z kolei w “Separating the Seas” mamy do czynienia z bardziej morskimi i żeglarskimi klimatami. Wygląda to tak jak przez te krótkie fragmenty próbowali nam opowiedzieć jakąś historię i zabierali nas w różne niesamowite i odległe miejsca jak wskazuje sam tytuł płyty. Jednym może to przypaść do gustu, innymi z kolei powtarzalność motywu może się bardzo szybko znudzić. Według mnie wprowadzenie tego elementu dodaje kawałkom nieco świeżości, a każdy z nich jest dobrze przemyślany i pasuje idealnie do całości.

Wprowadzanie nowych elementów nie oznacza jednak tego, że temu nagraniu brakuje energii, z której znamy i za którą kochamy August Burns Red. Piosenki są nadal mocne i bardzo dopracowane pod względem technicznym. Instrumentalnie wszystko brzmi świetnie, a sami muzycy nie boją się częściej sięgać po inne instrumenty muzyczne niż tylko gitary. Także fani solówek nie mają na co narzekać, wystarczy, że włączą oni kawałki takie jak: “The Wake”, czy “Everlasting Ending”. Z kolei nowym jak i wieloletnim fanom kapeli powinien przypaść do gustu jeden z dłuższych utworów na płycie, czyli “Vanguard”, który jest znakomitym wyznacznikiem muzyki granej przez tę kapelę. Jednak nie tylko sama muzyka jest ważna na tej płycie, także w swoich tekstach mówią o wielu rzeczach, które są ważne dla każdego z nas. Z jednej strony w “The Wake” mówią o tym, że należy robić wszystko, by chronić środowisko naturalne (temat ten wydaje się być dość modny w ostatnim czasie), a z drugiej zaś w “Everlasting Ending” mówią o sile przyjaźni. Każdy znajdzie zatem dla siebie coś odpowiedniego.

Na nowym krążku chyba najbardziej zaskakuje to, że możemy na nim znaleźć gościnnego wokalistę. Ma to miejsce po raz drugi w historii. Po raz pierwszy mogliśmy tego doświadczyć na wydanym w 2009 roku krążku “Constellations”, gdzie w piosence “Indonesia” gościnnie wystąpił Tommy Rogers z Between The Buried In Me. Teraz postawili na kogoś nieco bardziej rozpoznawalnego. W piosence “Ghosts” możemy usłyszeć Jeremy’ego McKinnona z A Day To Remember. Mimo, że gościnny wokal jest zaskakującym posunięciem, to nadal pasuje on bardzo do wspomnianego utworu. Jest to praktycznie jedyny utwór, w którym możemy wyraźnie usłyszeć czyste wokale. Pomijając może fragment “Everlasting Ending”, czy “Vanguard”.

Album ostatecznie zamyka wspomniany już kawałek “Vanguard”. Posiadacze rozszerzonej edycji mogą się jednak cieszyć jeszcze trzema dodatkowymi utworami. Pierwszym z nich jest utwór zatytułowany “Marathon”. Kawałek jest w mocnym metalcore’owym stylu, który powinien bez problemów przypaść do gustu każdemu. Drugi w kolejności jest już dobrze znany numer “Majoring In The Minors”, wykonany jednak w akustycznej i instrumentalnej wersji. Na sam koniec, dla fanów muzyki midi powstał kawałek “Identity” właśnie w takim formacie.

Wraz z wydaniem swojego szóstego studyjnego krążka, Amerykanie z August Burns Red pokazują, że nie brakuje im świeżych pomysłów i tym samym umacniają swoją wysoką pozycję na metalcore’owej scenie. Nowy krążek z odrobiną eksperymentalnych momentów, nadal przepełniony jest energią i mocnymi brzmieniami. Wszystko od agresywnych wokali aż po partie instrumentalne, jest na nim idealnie dopracowane i przemyślane, co sprawia, że ich muzyki słucha się wielką przyjemnością. Teraz pozostaje nam poczekać na to, by zobaczyć jak nowe utwory sprawiają się na koncertach. Będziemy mogli doświadczyć tego już jesienią, kiedy to kapela pojawi się w Polsce na dwóch koncertach.

Komentarze: