"The Story So Far"
The Story So Far
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja nowego albumu The Story So Far

2015 May 27 | Ania Kamińska


Niektórzy mówią, że pop punk już umarł, głównie dlatego, że większość zespołów z tego gatunku gra tak samo. Brak oryginalności i powtarzające się motywy zniechęciły mnie do takich brzmień już jakiś czas temu. Cały czas jednak liczyłam na to, że ktoś uratuje jeszcze ten gatunek. Wydaje się, że panowie z The Story So Far postanowili odmienić tę scenę i dać wszystkim fanom pop punku, to na co czekali od lat. Po dwóch latach od wydania “What You Don’t See”, Kalifornijczycy postanowili powrócić ze swoim trzecim studyjnym krążkiem zatytułowanym po prostu “The Story So Far”. Większość kapel nadaje tytuły płyt po nazwie swojego zespołu w momencie pojawiania się na rynku, lub gdy następuje zmiana w ich brzmieniu. Muzycy na swoim nowym longplay wydają się być bardziej dojrzali, a ich brzmienie jest bardziej dopracowane, co tylko zachęca do przesłuchania tych dziesięciu zupełnie nowych kawałków.

Nowe wydawnictwo Amerykanów to tylko półgodzinna przygoda z ich muzyką. Szkoda, bo chciałoby się, by to wydawnictwo trwało jednak trochę dłużej. Mimo tego, każdy z utworów, który znajdziemy na tym krążku jest inny i jedyny w swoim rodzaju. Dynamiczne wokale, wpadające w ucho riffy, doskonałe podkreślenie każdego instrumentu, które możemy znaleźć chociażby w “How Are You”, sprawiają, że trudno jest rozstać się z tym albumem. Muzycy do perfekcji opanowali tutaj połączenie energii, melodyjności i tworzenia niesamowitych refrenów, które szybko wpadają w ucho. Chociażby refreny z “Heavy Gloom”, czy “Nerve” które są jednymi z moich ulubionych na tej płycie, naprawdę szybko zapadają w pamięci i trudno przejść obok nich obojętnie. Niektóre utwory takie jak chociażby “Solo” potrzebują nieco więcej odsłuchań, by w końcu odkryć, że są one równie melodyjne jak inne kawałki na tym wydawnictwie. Na trzecim krążku muzyków możemy znaleźć także momenty nieco mocniejszego grania, które bez wątpienia znajdziemy w utworze numer trzy – “Distate”. Mamy tutaj do czynienia z nieco mniej czystymi wokalami, które nadal są bardzo melodyjne i po dwóch, trzech przesłuchaniach już bardzo dobrze je pamiętamy. Zaskoczeniem dla wszystkich fanów kapeli będzie zapewne numer “Phantom”, który bez wątpienia najbardziej się wyróżnia na tym longplay’u. W tym niespełna dwu i półminutowym kawałku, muzycy postanowili pokazać swoją delikatną stronę. Jest spokojnie, nieco nostalgicznie, a jednak gdzieś w tle jesteśmy w stanie wychwycić tę moc, z której są wszystkim znani. Jest to jeden z lepszych momentów na “The Story So Far”. Szkoda, że trwa tak krótko. Album bardzo dobrze podsumowuje kawałek “Stalemate”, który nie bez powodu znalazł się na samym końcu. Mamy tutaj odrobinę agresji, dużo energii i melodyjny refren – wszystko to, z czym kojarzymy The Story So Far zostało dodatkowo połączone z brzmieniem tego krążka.

“The Story So Far” jest niewątpliwie tym krążkiem, który sprawił, że moja sympatia do tego gatunku powoli wraca. Swoim nieco agresywnym, a zarazem melodyjnym graniem odkryłam, że można pokochać ten gatunek i niewątpliwie można pokochać The Story So Far. Jest tutaj moc zaprezentowana w “Distate”, dużo melodyjności, która pojawia się w “Heavy Gloom”, a także odrobina delikatności zaprezentowana w “Phantom”. Te trzy kawałki chyba idealnie prezentują mocne strony tego nagrania. Dla niektórych jednak takie muzyczne połączenia mogą stać się nieco nudne w połowie krążka, gdyż niektóre motywy się niestety powtarzają, jednak nadal jest to bardzo solidny album zasługujący na chociażby sprawdzenie.

Komentarze: