"Skydancer"
In Hearts Wake
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja nowego albumu In Hearts Wake – “Skydancer”

2015 May 19 | Ania Kamińska


Już w przyszłym miesiącu na dwóch koncertach w Polsce pojawią się muzycy z In Hearts Wake (więcej informacji tutaj i tutaj). Przyjadą oni do nas promować swój najnowszy album zatytułowany “Skydancer”, który swoją premierę miał na początku tego miesiąca. Krążek ten okazał się być jednak dużym zaskoczeniem, gdyż Australijczycy przez ponad rok utrzymywali jego nagranie w wielkiej tajemnicy. Został on nagrany równorzędnie z ich poprzednim wydawnictwem “Earthwalker” i jest jego swoistą kontynuacją. Kapela w tym dwupłytowym wydawnictwie postanowiła odzwierciedlić koncept Indiańskich wierzeń w “matkę Ziemię” i “ojca Niebo”. Dlatego na tym krążku jak sami mówią nagrali kawałki odzwierciedlające męską naturę, a za utwór przewodni uznali “Breakaway”, do którego teledysk możecie dla przypomnienia obejrzeć poniżej.

O samej kapeli po raz pierwszy usłyszałam w 2012 roku za sprawą ich debiutanckiego albumu “Divination”. Płyta ta bardzo mi się spodobała, więc czekałam na ich kolejne muzyczne zmagania. Dołączając jeszcze do tego fakt, że jestem wielką fanką australijskiej sceny muzycznej, trudno było nie oczekiwać ich kolejnego materiału. Jednak przesłuchanie ich drugiego longplay’a “Earthwalker” trochę ostudziło mój ogromny entuzjazm. Mimo, że piosenek dość dobrze się słuchało i były na nim perełki takie jakie chociażby “Healer”, to w ogólnej ocenie nie wracałam do niego tak często jak poprzednika i trudno było mi z nim zaprzyjaźnić się na dłużej. Jednak postanowiłam dać im kolejną szansę, która nadarzyła się właśnie w tym roku. Single zapowiadające ich drugi studyjny album zatytułowany “Skydancer” wzbudził we mnie ponowną nadzieję na to, że to wydawnictwo przebije ich poprzednie, dlatego też zabrałam się za recenzję tej pozycji.

Płytę otwiera utwór zatytułowany “Aether”. Z greki słowo to oznacza “czyste powietrze” lub “czyste niebo” i odnosiło się do przestrzeni znajdującej się ponad ziemią. U Homera z kolei oznaczało ono esencję, którą oddychali bogowie, co było analogiczne wraz z powietrzem wdychanym przez zwykłych śmiertelników. W tym wypadku muzycy próbowali odwołać się do motywu przewodniego albumu, czyli nieba. Podobnie jak kawałek “Gaia”, na “Earthwalker” pełni on formę instrumentalnego wstępu do podniebnej muzycznej przygody. Kolejny na liście jest utwór tytułowy, czyli “Skydancer”. Z kolei w tym tytule muzycy postanowili odnieść się do hinduskiej bogini Dakini, której imię możemy tłumaczyć jako “Ta, która tańczy na niebie”. Samo to tłumaczenie już nam mówi, że Australijczycy po raz kolejny odnieśli się tutaj do swojego niebiańskiego konceptu. Jednak jeśli chodzi o sam utwór, to po raz pierwszy został on wydany w 2013 roku, jednak wtedy nikt się nie spodziewał, że usłyszmy go jeszcze kiedyś w odświeżonej wersji. W tym wypadku kawałek został nie tylko odświeżony, ale także wzbogacony o gościnny udział Jonathana Vigila z The Ghost Inside. W tym przypadku gościnny wokal dodał dużo energii tej piosence. Także lepszy miks i produkcja sprawiły, że utwór ten wydaje się być jeszcze lepszym niż jego pierwowzór.

Jednak to nie jest jedyny gościnny kawałek jaki znajdziemy na tym wydawnictwie. Swoje trzy grosze dorzucił także nowy frontman Northlane – Marcus Bridge w numerze “Intrepid”. Piosenka ta głównie skupia się na screamach i metalcore’owym graniu. Nie brakuje w niej jednak także czystych wokali, które są w odpowiednim miejscu i odpowiedniej ilości, nadając jej charakteru. Jednak zawiodłam się tutaj na gościnnym artyście. Znając umiejętności wokalne pana Bridge’a nie tylko z Northlane, ale także z jego poprzednich projektów, spodziewałam się czegoś innego, co będzie lepiej wyeksponowane. Szkoda, bo kawałek jest naprawdę bardzo dobry. Na nowym albumie Australijczyków wystąpili także muzycy z Hacktivist. Połączenie In Hearts Wake i Hacktivist sprawiło, że powstał naprawdę dobry numer, który jest tym, który najbardziej się tutaj wyróżnia. Jest tutaj moc, energia, melodyjność, odrobina rapu, a przede wszystkim antyrasistowski przekaz, który zasługuje na uwagę w dzisiejszych czasach.

To wydawnictwo jednak nie jest jednak dobre tylko ze względu na gościnne wystąpienia. Znajdziemy nim także inne kawałki, które zasługują na wyróżnienie. Mowa tutaj przede wszystkim o kawałku “Badlands”, który w sposób perfekcyjny nawiązuje do idei nieba jako ojca, a sam kawałek, który mimo że jest dość klasycznie zbudowany, to trudno przejść obok niego. Do najlepszych możemy zaliczyć także numer cztery na tym albumie, czyli utwór “Insomnia”. Jest to jeden z tych kawałków, który na długo zapadnie Wam w pamięci. Nawet nie zauważycie, kiedy zaczniecie śpiewać jego refren pod nosem. Do mocnych stron Podniebnego Tancerza możemy zaliczyć także numer “Cottonmouth”, który jest chyba najmocniejszym na nagraniu i nie usłyszymy w nim ani sekundy czystych wokali. Warto jednak także wspomnieć o minusach tego wydawnictwa. Przede wszystkim utwór przewodni albumu, czyli “Breakaway”. Wydaje się on być nieco słabszym bratem “Divine” z ich ostatniego krążka. Ma on nawet łudząca podobną strukturę i nie wyróżnia się zbytnio na tle reszty kawałków.

Podsumowując. W moim odczuciu “Skydancer” wypadł dużo lepiej wydany rok temu “Earthwalker”. Na albumie porzucono wszechobecny smutek, który na poprzedniku miał odzwierciedlać kruchą kobiecą naturą, i skupiono się na energii i problemach, które mogą dotyczyć każdego z nas. Zespół bardzo dużo uwagi skupił na szczegółach tego wydawnictwa. Stworzyli oni na nim podobną strukturę utworów, przez co instrumentalne kawałki możemy znaleźć w tych samych miejscach. Mimo, że nowe kawałki mają w sobie więcej energii i wydają się być nieco bardziej przemyślane, to trudno jest powiedzieć, że jest ich trzeci album, gdyż przez bardzo podobną produkcję, wynikającą z nagrywania obu albumów w tym samym czasie, brzmi jak nieco lepsza wersja jego poprzednika. Na albumie znajdziemy naprawdę bardzo dobre utwory, ale także te nieco słabsze. Widać, że muzycy szukają jeszcze swoje unikalnego stylu. Nieco szkoda, że aż trzy utwory to utwory instrumentalne, jednak jestem w stanie zrozumieć, że jest to kontynuacja konceptu zapoczątkowanego na “Earthwalker” Z racji, że krążek ten przypadł mi bardzo do gustu i od dłuższego czasu nie znika z mojego odtwarzacza, postanowiłam dać mu solidne cztery. Teraz pozostaje czekać na pierwszy koncert muzyków w Polsce i sprawdzenie jak radzą sobie w występach na żywo.

Komentarze: