"Disenchanted"
Handguns
Premiera: 13/11/2015
Wytwórnia: Pure Noise Records
Ilość utworów: 10

Recenzja nowego albumu Handguns “Disenchanted”

2015 November 12 | Ania Kamińska


Handguns jest pochodzącą z Pennsylwanii kapelą grającą pop-punk. Na swoim koncie mają dwa studyjne albumy: “Angst” oraz “Life Lessons”, a także nizebyt chlubną, całkiem długą listę ex-człkonków. Obecnie w kapeli nie ma ani jednej osoby, która gra w niej od samego początku, jednak sytuacja wydaje się być ustavilizowana, dzięki czemu muzycy mogli skupić się na nagraniu swojego nowego krążka. Ich trzeci longplay zatytułowany “Disenchanted” ukaże się dokładnie jutro nakładem Pure Noise Records.

Pop-punkowe brzmienia sprawdzą się idealnie podczas ponurych jesiennych dni. Mimo, że piosenki zebrane na krążku są skoczne i wesołe, to często mają w sobie pesymistyczny wydźwięk. Muzycy śpiewają o poszukiwanej nadziei, czy straconych marzeniach, jednak na albumie nie brakuje także tych bardziej pozytywnych wiadomości. Możemy to dostrzec w utworze otwierającym album, jakim jest “Self Portrait”. Muzycy w tej piosence wykorzystali fragment filmu “Mała Mis”, który idealnie, jak i sama piosenka pokazuje nam wydźwięk całego albumu, który początkowo wydaje się być bardzo negatywny, jednak w rzeczywistości przepełniony jest optymizmem. Na “Disenchanted” możemy znaleźć wszystkiego po trochu. Mamy nieco mroczniejsze teksty chociażby w “The Worst In Me”, a także melodyjne i wpadające w ucho refreny w “Low Spirit”. Jeśli podoba Wam się twórczość dawnego Blink-182, czy The Story So Far, to koniecznie powinniście sprawdzić ten drugi z numerów. Nie brakuje tutaj także lżejszych momentów. Wystarczy przesłuchać utwór “Carbon Copy Elitist”. Kawałek jest najkrótszym na płycie, bo trwa zaledwie minutę, a jego większość jest dialogiem. Z kolei w tytułowym utworze postawili na zabawny wstęp, mimo że piosenka w całości wydaje się poważna. Według mnie jest ona jednak jedną z lepszych na całej płycie. Kapela nawet dość smutny temat, jakim jest rozłąka z rodziną i przyjaciółmi podczas trasy, potrafi przedstawić w wesoły i pełen energii sposób, co możecie usłyszeć w . Jak widać, na wydawnictwie, jak już wspomniałam mamy dosyć ciekawą mieszankę. Dziwi mnie tylko, że nie znalazła się na nim żadna ballada, jak to bywa przy większości albumów.

Trzeba przyznać, że muzycy z Handguns bardzo dobrze poradzili sobie z tym albumem. Mamy tutaj dużo energii, wesołych riffów i melodyjnych refrenów, które idealnie sprawdzą się na ich koncertach. Co prawda płyta może wydać się nieco nudna po kilku odsłuchaniach, ale chyba jest to urok tego gatunku. Szkoda właśnie, że nie spróbowali nagrać czegoś, co wyróżniałoby ich na tle innych kapel, bo tej muzyce naprawdę przydałoby się jakiś powiew świeżości. Mimo tego, albumu cały czas słucha się przyjemnie, szybko wpada w ucho i nie ma co tak bardzo narzekać, zwłaszcza fani gatunku powinni być zadowoleni z tego, co Amerykanie przedstawili na tym longplay’u.

Komentarze: