"Moving Forwars"
No Frontiers
Premiera: 17.06.2016
Wytwórnia: This Is Core Records
Ilość utworów: 9

Recenzja “Moving Forward” od No Frontiers

2016 June 17 | Ania Kamińska


Już za kilka dni oficjalne rozpoczęcie lata. Pory roku, podczas której łatwiej nam się sięga po wszelkiego rodzaju punkowe nagrania. Dlatego dzisiaj prezentujemy Wam pochodzącą z Włoch kapelę No Frontiers, która lubije się w tych klimatach. Przez ostatni rok pracowali oni nad swoją najnowszą płytą zatytułowaną “Moving Forward”, która właśnie dzisiaj, 17 czerwca, ma swoją premierę.

Najnowsze dzieło muzyków, to trochę taki skok w przeszłość, mimo że kapela w tytule swojej płyty upiera się, że idzie na przód. Wystarczy spojrzeć na okładkę płyty, by ujrzeć grafikę, która przypomina to, co widzieliśmy w ubiegłym stuleciu. Także muzycznie płyta reprezentuje nostalgiczny punkowy klimat z początku tego wieku. Nigdy nie spodziewałam się, że jeszcze usłyszę podobne brzmienia i to w 2016 roku. Aż trochę łezka w oku się kręci, kiedy można usłyszeć otwierające album “Delay”. Połączenie punkowych i rockowych brzmień sprawdza się bardzo dobrze i słucha się tego przyjemnie. Na nagraniu nie brakuje także piosenki w stylu poczciwego Rise Against, jaką jest “1059, W. Addison St”. Wiadomym jest to, że wspomnianej kapeli to raczej nikomu nie uda się przebić, jednak ten króciótki utwór jest całkiem przyzwoitą interpretacją tego stylu. Na płycie nie brakuje także odrobiny energetycznych i wesołych pop punkowych brzmień, które możemy usłyszeć w “Paradox” i nadchodzącym po nim kawałku “Scream Your Name!”. Pod koniec krążka możemy usłyszeć także odrobinę mocniejszy kawałek, jakim jest “Hobo Soul”, który ciekawy jest pod względem instrumentalnym. Według mnie jednak pierwszy z utworów wypada dużo lepiej. Na “Moving Forward” nie brakuje także spokojniejszego balladowego grania. Mowa tutaj o “Wake Up Call”. Dla fanów takich brzmień powinno przypaść do gustu. Jeśli liczycie na jakiś włoski akcent, to możecie sprawdzić ostatni numer na płycie – “Semplice”, który jest właśnie w tym języku. Według mnie ta piosenka razem z “Counting Down the Days” są najsłabszymi pozycjami. Po prostu kompozycyjnie nie przypadły mi jakoś do gustu.

Muzycy z No Frontiers na swoim koncie mają już szesnaście lat pisania muzyki. Ze smutkiem jednak przyznaję, że temu nagraniu czegoś brakuje. Niby fajnie, że mamy piosenki w starym dobrym stylu. Plusem jest też to, że słucha się ich całkiem przyjemnie. Same pozytywy, jednak po przesłuchaniu tego albumu nadal pozostaje jakiś wewnętrzny niedosyt, który chciałoby się zaspokoić.

Komentarze: