POST-HC.PL
strona główna o nas redakcja kontakt neutralsounds

Recenzja “Hartsick” od Our Hollow, Our Home

21 Feb 2017 | Ania Kamińska

Piątka muzyków tworzących Our Hollow, Our Home niewątpliwie kazała nam sobie trochę czekać na nowy materiał. Nie ukrywam, że po ukazaniu się ich EP-ki “//Redefine” w 2015 roku, tylko czekałam aż ukaże się ich debiutancki album. Wydane w kolejnym roku single tylko podsycały moją ciekawość. Na szczęście początek tego roku przyniósł nam dobre wieści, gdyż kapela zapowiedziała wydanie swojego pierwszego longplay’a zatytułowanego “Hartsick”. Jego premiera odbędzie się dopiero 3 marca, jednak ja kilka dni temu mogłam mu się nieco bardziej przyjrzeć. Już na wstępie mogę powiedzieć, że warto było czekać!

Naszą muzyczna przygodę z “Hartsick” rozpoczynamy wraz z krótkim intrem “The Sea Will Sleep”, które całkiem dobrze wprowadza nas w klimat całego albumu. Po nieco ponad minucie możemy cieszyć się już pierwszym pełnoprawnym utworem zatytułowanym “Lone Shark”. Już od pierwszych sekund możemy usłyszeć, że będzie naprawdę melodyjnie i to na całym albumie. Chwytliwe melodie podkreślone melodyjnymi partiami instrumentalnymi naprawdę zapadają w pamięć i to na bardzo długi czas. Do tego ciekawe mocne zwrotki, trochę w stylu Bury Tomorow za czasów “Portraits” (co jest dobrym porównaniem), świetnie dopełniają całość. Mówienie, że całe to wydawnictwo jest bardzo melodyjne, nie jest przesadą. Tutaj nawet riff otwierający tytułowy utwór, jakim jest “Hartsick” potrafi wywołać gęsią skórkę na ciele i zostać zapamiętany przez tę część mózgu, która sprawia, że nucimy jedną piosenkę godzinami. Lubicie Parkway Drive i ich charakterystyczne melodyjne instrumentalne brzmienie? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to na tym krążku znajdziecie coś także dla siebie. Możemy usłyszeć tutaj kilka nieco bardziej agresywnych utworów takich jak: “Worms Wood”, czy “Feast For the Crows”, w których szczególnie została podkreślona ta melodyjna moc. Wśród tych trzynastu utworów dwa razy możemy zrobić sobie krótką przerwę na instrumentalne utwory o dość ciekawych tytułach “The Wild Will Wait” oraz “The Forest Will Fall”. Mimo że kawałki są nieco spokojniejsze, to nie odstają poziomem od pozostałych i przerwa, którą najczęśćiej uważamy za zbedną, staje się tutaj przyjemnością. Wybieranie najlepszego utworu na tym nagraniu jest jak wybieranie swojego ulubionego dziecka, po prostu niemożliwe. Każdy z trzynastu utworów, który możemy tutaj znaleźć jest dopracowany w najmniejszym detalu. Mimo, że wybór jest trudny, warto szczególnie przyjrzeć się jednemu z ostatnich utworów, jakim jest “Web Weaver”. W tym jednym właśnie kawałku możemy znaleźć wszystko to, co zasługuję na uwagę w tym zespole. Od przemyślanych partii instrumentalnych, aż po świetną robotę obu wokalistów, którzy po prostu błyszczą w tym utworze.

Nie ma tutaj co zbyt wiele dodawać. Niewątpliwie “Hartsick” jest jednym z lepszych metalcore’owych albumów, jaki było mi dane słyszeć od dłuższego czasu. Co prawda scena muzyczna zalewana jest krążkami z tego gatunku i jest w czym wybierać, jednak ten album zasługuje na duże wyróżnienie. Ta równowaga pomiędzy mocnymi brzmieniami, a melodyjnością urzekła moje serce. Nawet trudno mi powiedzieć kiedy, po raz ostatni słuchałam krążka w całości z tak wielką przyjemnością, gdzie nie musiałam przeskakiwać żadnego z utworów. Płyta ta niespodziewanie przebiła ich EP-kę stając się naprawdę udanym debiutem. Już dzisiaj z chęcią wszystkich zachęcam do sprawdzenia tego wydawnictwa w przyszłym tygodniu, kiedy się ono oficjalnie ukaże, ja tym czasem idę go słuchać dalej :).

Komentarze: