"The Early Years – Revisited"
Zebrahead
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja: Głowa Zebry w nowych aranżacjach.

2015 May 9 | Sylwia Sarama


Dziś przyszła pora na to by odpalić w odtwarzaczu coś bardziej klasycznego, w czym znajdzie się jedynie lekka domieszka nowości. Mój iTunes (krypto reklama?) dostał ostatnio naprawdę sporo nowych płyt, wybrałam jednak coś co łatwo będzie mi “ugryźć” i poddać obiektywnej ocenie. Takim bezpiecznym wyborem okazała się nowość wydawnicza od grupy Zebrahead zatytułowana “The Early Years – Revisited”. Oczywiście przy takim dorobku muzycznym jaki posiada kalifornijska kapela, musiał w końcu przyjść czas na składankę stworzoną z samych hitów. Jedyny haczyk przy tym longplay’u jest taki, że część hitów została nagrana zupełnie na nowo…

Krążek rozpoczyna się od kawałków “Check” i “Get Back” akurat te dwa pozostały niemal nie zmienione. Słuchając ich odnosi się wrażenie, że ponownie słuchamy drugiego krążka zespołu pt. “Waste of Mind”, wydanego w 1998 roku. Jeżeli ktoś chciałby jednak przypomnieć sobie brzmienie grupy jeszcze z poprzedniego stulecia i jednocześnie posłuchać nowego wokalisty to śmiało powinien skupić się na tych kawałkach. Przy “Jagoff” jest już wyczuwalna zmiana chociaż pozostaje ona nadal w granicach zmian subtelnych, utrzymujących klimat starego utworu. I tak kolejnych kilka, skupię się teraz na tych trzech numerach, w których zmiany są już bardziej ‘drastyczne’ albo przynajmniej mi się tak wydaję … przy okazji część nie jest na korzyść.

“Playmate Of The Year”, “Rescue Me” i “Hello Tomorrow” to chyba najbardziej rozpoznawalne kawałki jakie grupa kiedykolwiek nagrała. Aż smutno stwierdzić, że przykładowo w ostatnim nowa melodia z początku utworu całkowicie zepsuła wrażenie jakie do tej pory miało się o tym utworze. Nowa wersja jest po prostu nadzwyczaj słaba i tutaj z całym szacunkiem dla kapeli polecam sięgnąć po oryginalny kawałek a ten omijać szerokim łukiem. Podobnie jest z “Rescue Me”, nowsza wersja nie wpada w ucho tak jak pierwsza i ciężko jest się do niej przekonać. Z całej tej grupki jedynie “Playmate of The Year” zdaje się być przyjemne w odbiorze w nowej aranżacji.

Na dodatek pojawia się jeszcze ostatni utwór zatytułowany “Devil on My Shoulder”, który jest jedynym całkowicie nowym kawałkiem. Nie wydaję się on jednak być piosenką najwyższych lotów, odnosi się wrażenie, że po prostu jest bo jest.

Wraz z końcem tego wydawnictwa zastanawiam się tylko czy to po przemęczenie materiału, czy chęć samych zysków czy jeszcze jakieś inne powody związane chociażby z wytwórnią zmusiły kapelę by wydać taką płytę. Na której większość utworów praktycznie nie różni się niczym od oryginału, nie lepiej już było wydać po prostu The Best Of? Czy może się ze mną nie zgadzacie?

Komentarze: