"Armageddon - EP"
Patent Pending
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja EP-ki Patent Pending – “Armageddon”

2015 August 12 | Ania Kamińska


Patent Pending jest pochodzącą z Nowego Jorku kapelą grającą pop-punk. Powstali w 2001 roku i aż trudno uwierzyć, że nie słyszałam o nich do tej pory. W końcu na swoim koncie mają już trzy studyjne albumy i ponad dziesięć EP-ek. Najnowsza z nich zatytułowana “Armageddon” ukazała się całkiem niedawno. Jest to ich pierwsze wydawnictwo wydane pod auspicjami Rude Records/Hopeless Records, dlatego warto sprawdzić co panowie ciekawego chcą nam pokazać w tych pięciu świeżych utworach.

Jeżeli po tym gatunku muzyki spodziewacie się wesołych brzmień, które dadzą Wam energię na cały dzień, to zdecydowanie dostaniecie to w tych pięciu utworach. Przypominają one mi dokładnie to, co lubiłam w pop punku kilka lat temu i brakowało mi w niektórych dzisiejszych zespołach. Duża doza energii, zabawne teksty i wszechstronne szczęście sprawiają, że koniecznie trzeba sprawdzić to nagranie tego lata. Już dwa pierwsze utwory: “Too Much To Think” oraz “Tick Tick Boom” sprawiają, że aż chce się wstać śpiewać i zacząć tańczyć. Z tych kawałków niewątpliwie płynie dużo pozytywnych emocji, które potrzebne są każdemu z nas. “The Way I See It” jest utworem, w którym pop punkowe brzmienia sprawiają się również idealnie, w tym wypadku piosenka ma nieco bardziej akustyczne zwrotki.

Nieco poważniej jest w kawałku “Brighter”, który ma w sobie trochę więcej rockowych / alternatywnych brzmień. Brzmi podobnie jakby został wyciągnięty z repertuaru Marianas Trench, co naprawdę nie brzmi źle. Ostatecznie album zamyka kawałek “We’re Getting Weird”, w którym muzycy dosłownie postanowili pokazać swoją “dziwniejszą” stronę. Może refren nie jest zbyt skomplikowany, bo słyszymy w nim tylko powtarzający się tytuł piosenki, jednak ozdobiony jest on bardzo chwytliwą melodią. Także zwrotki bardziej w hip hopowym stylu mogą tutaj zaskoczyć, jednak całość brzmi naprawdę dobrze.

Mimo, że kapela była mi bliżej nieznana, to zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Radosne, chwytliwe brzmienia są wyznacznikiem każdego lata, więc ta muzyka niewątpliwie poprawia nawet najbardziej depresyjny humor. Aż trudno uwierzyć, że te pięć kawałków kończą się tak szybko. Pozostawia to lekki niedosyt i chciałoby się posłuchać więcej. Tego lata ta kapela może spokojnie konkurować z kapelami takimi jak: The Wonder Years czy Neck Deep.

Komentarze: