"Kill The Fear"
Lect3r
Premiera: Maj 2018
Wytwórnia: Self Release
Ilość utworów: 6

Recenzja debiutanckiego mini-albumu formacji Lect3r, “Kill The Fear”.

2018 June 7 | Sylwia Sarama


Festiwal recenzji z naszej ręki trwa w najlepsze dzięki czemu na waszych monitorach ma szansę ukazać się kolejna opinia dotycząca polskiej kapeli. Tym razem do mojego odtwarzacza trafił krążek formacji Lect3r zatytułowany “Kill The Fear”. Co prawda mini-album od miesiąca śmiga już po sieci, jednak obstawiam, że do większości z was miał szansę jeszcze nie dotrzeć. Dlatego też nie ma co owijać dłużej w bawełnę i przechodzimy do sedna…

Album rozpoczynamy wraz z minutowym “Intro”, idealnie wprowadzającym nas w klimat w jakim utrzymany jest cały materiał. Przez pierwsze 30 sekund tegoż ‘kawałka’ nie usłyszycie niczego innego aniżeli samej elektroniki, potem do gry wchodzi jeszcze perkusja. I to właśnie ten dodatek powoli wprowadza nas w bezbłędne połączenie z pierwszą nieco bardziej ‘prawdziwą’ piosenką pt. “Butterfly”. Im dalej brniemy w ten utwór tym więcej elementów zaczyna wychodzić na światło dzienne, elektronika zostaje w tle, a do gry wchodzą jeszcze gitary i wokale. Damskie wokale warto dodać, co dla wielu jest kwestią ciężko strawną jeżeli chodzi o tego typu muzykę. Ja sama w tym wypadku mogę służyć za przykład, gdyż nie często trafiam na wokalistki, które potrafią mnie do siebie przekonać. Tutaj jednak oddaje honor za screamy, których wykonanie odpowiada mi w stu procentach. Niestety nieco mniej pasują mi te momenty bardziej śpiewane chociażby w kolejnym numerze jakim jest “Invitation”, ale na to przymknę oko. “Interlude” to kolejna przyjemna dla słuchu wstawka pomiędzy faktycznymi utworami i chociaż trwa już niemal dwie minuty to wydaje mi się, że mogłaby spokojnie być nieco krótsza podobnie jak i wprowadzające do płyty intro. Na sam koniec wydawnictwa usłyszymy jeszcze kawałki “Suicide” oraz tytułowe “Kill The Fear”. Pierwszy z nich to ten, który najmniej wpadł mi w uchu i chociaż “Suicide” od strony instrumentalnej jest bezbłędny to akurat w tym przypadku nie przypasowały mi wokale. Drugi numer z kolei zyskał tytuł najlepszego numeru spośród wszystkich utworów zgromadzonych na tej EP-ce. Instrumentalnie, wokalnie i całościowo to po prostu mega fajny kawałek, którego dobrze się słucha.

Wydawnictwo formacji z Krakowa, to chciałoby się powiedzieć krótka ale zarazem intensywna przygoda z ciężkim graniem, która jednocześnie dostarcza nam sporej dawki elektroniki. Jeżeli ktoś lubi takie połączenie, a zarazem nie ma nic przeciwko kobiecie brzmiącej niczym wściekły i wygłodniały niedźwiedź to z czystym sumieniem polecam sprawdzić ten materiał. 4/5

Komentarze: