"Ivory"
Colours
Premiera: 26.02.2016
Wytwórnia: Victory Records
Ilość utworów: 11

Recenzja debiutanckiego krążka Colours – “Ivory”

2016 March 2 | Ania Kamińska


Pamiętacie jeszcze post-hardcore’ową kapelę Burden Of A Day, która rozpadła się przed kilkoma laty? Niektórzy z Was może nieśmiało czekali na ich powrót, jednak wokalista grupy Kyle Tamo oraz perkusista Morgan Alley postanowili pójść w innym kierunku, i tak powstało Colours. Nazwa ich projektu może jest mało oryginalna, jednak ich muzyka zdecydowanie się wyróżnia (nie tylko wśród innych artystów należących do Victory Records). Duet ten swój własny styl stara się teraz zaprezentować na swoim debiutanckim krążku “Ivory”, który 26 lutego trafił do sprzedaży.

Kilka lat temu, kiedy grupa stawiała swoje pierwsze kroki na muzycznej scenie, zaprezentowała nam piosenki w bardziej alternatywnym stylu, z którymi śmiało mogła konkurować z takimi kapelami jak chociażby Circa Survive. Wpływ tego bardziej rockowego brzmienia możemy nadal odnaleźć na nowej płycie, jednak w całości wydawnictwo prezentuje nam nieco inny styl. “Ivory” to tak naprawdę połączenie elektroniki, synthpopu, R&B i odrobiny rocka. Jeśli lubicie te gatunki, albo chociażby podoba Wam się to, co zrobił Chino Moreno w swoim pobocznym projekcie Crosses, to ta płyta jest dla Was! Promujący krążek kawałek “Monster” szybko kupi Wasze serca i dokładnie pokaże czego możecie spodziewać się po reszcie numerów. Podobnie jest z utworami takimi jak “Lawless”, czy “Mind Games” nie można im zarzucić braku melodyjności i chwytliwości. Nie tylko w tych kawałkach, ale także w innych, elektronika jest bardzo subtelna, mimo że stanowi bazę piosenek. Nie ma mowy tutaj o dyskotekowych techno brzmieniach. Wszystko jest bardziej chilloutowe i alternatywne w dodatku z odrobiną R&B, co dobrze słychać chociażby w “Gone”. Piosenka może z trochę boysbandowym refrenem, jednak w całości naprawdę daję radę. Nie brakuje tutaj także wspomnianego już rockowego zacięcia, wystarczy spojrzeć na “The Unforgettable”. Także fani jeszcze spokojniejszych brzmień, znajdą dla siebie nieco wolniejsze piosenki – “Part of You” oraz “Alone”.

Muzycy już na początku swojej kariery zaciekawili mnie swoim brzmieniem, teraz pokazując swoje nowe oblicze, zaciekawili mnie po raz kolejny. Taka muzyka nie gości zbyt często w moich głośnikach, ale ten duet zdecydowanie zasłużył na moją uwagę. W “Ivory” podoba mi się to, że wszystko jest takie lekkie, melodyjne i pełne emocji. Mimo, że jest to w jakiś sposób muzyka elektroniczna, to nie jest ona irytującą muzyką opartą na dwóch bitach. Dodatkowo wszystko połączone z R&B i rockiem w niektórych piosenkach sprawia, że całości słucha się bardzo dobrze, a kawałek “Monster” stał się moim numerem jeden na tym wydawnictwie. Mam nadzieję, że kolejne wydawnictwa pokażą mi jeszcze na co ich stać, bo ich przyszłość widzę w naprawdę jasnych barwach.

Komentarze: