"Daemons"
For I Am King
Premiera: 17.06.2016
Wytwórnia: Redfield Records
Ilość utworów: 10

Recenzja debiutanckiego “Daemons” od For I Am King

2016 May 30 | Ania Kamińska


Mocne granie coraz to bardziej szerzy się w Europie, czego dobrym przykładem jest holenderska grupa For I Am King. Dopiero za kilkanaście dno (17 czerwca) do sprzedaży trafi ich debiutancki krążek zatytułowany “Daemons”, a już za sprawą swojego ostatniego singla “Breathe the Fire” zdążyli zwrócić na siebie uwagę. Jeśli lubicie metalowe brzmienia połączone z różnymi podgatunkami, a do tego nie gardzicie żeńskimi wokalami, to pownniście sprawdzić to, co przygotował dla nas ten zespół.

Żeńskie wokale, to jest zawsze ta rzecz, która odpycha mnie od sprawdzenia każdego zespołu, w którym stoją wokalistki za mikrofonem, głównie dlatego, że mało która artystka zwraca moją uwagę. Jednak Alma Alizadeh, frontmanka grupy, już pierwszą piosenką, jaką jest “Black Death” zdobyła moją sympatię. Jej wokal naprawdę jest mocny i pełen agresji. W tym wypadku żeńskie wokale mogą być czymś, co wyróżnią tę grupę na tle innych. Wspomniana przed chwilą piosenka jest bardzo dobrym kawałkiem otwierającym album. Mocne metalowe granie, odrobina melodyjności i ciekawe riffy to coś, co możemy usłyszeć praktycznie w każdym utworze na tym wydawnictwie. Można powiedzieć, że to trochę takie August Burns Red, tylko że z wokalistką na czele, słychać to zwłaszcza w “Lost In Divinity”, czy w kolejnym kawałku “the Crone”. Słychać to także w innych kawałkach, głównie w gitarowych aranżacjach, które są naprawdę imponujące w każdym kawałku. Można wręcz powiedzieć, że są one główną gwiazdą na “Deamons”, a wokale są uzupełnieniem, które sprawiają, że wszystko łączy się w spójną całość. Na krążku w instrumentalnym numerze “Interlude” możemy usłyszeć także odrobinę bardziej klasycznego metalowego grania, które jest dobrym wstępem do kolejnego utworu jakim jest “Hades”, w którym te klasyczne wpływy też się przewijają gdzieś w tle. Ciekawym i wyróżniającym się utworem jest zdecydowanie “Faust”. Nie tylko dlatego, że jest to najdłuższy kawałek na całym nagraniu. Mimo, że kawałek nadal jest pełen energii, to jest on nieco lżejszy od poprzedników i słychać w nim odrobinę inspiracji bardziej alternatywną muzyką. Na sam koniec czeka nas utwór “We Must Obey”, który w stylu jest podobny do otwierającego album “Black Death”.

Patrząc na to, jak zwlekałam z odsłuchaniem tego albumu, trochę mi przykro, że nie zrobiłam tego prędzej, bo “Daemons” to dawka naprawdę dobrego, metalowego grania, które dopracowane jest pod każdym względem. Jak już wspominałam, utwory pod względem instrumentalnym zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Także wokalistka zdobyła u mnie pare punktów, czego się początkowo nie spodziewałam. Jak na zespół, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki w muzycznym świecie, postawili oni sobie naprawdę wysoko poprzeczkę. Oby tylko nie zabrakło im kreatywności przy pisaniu kolejnych nagrań.

Komentarze: