"All Hell"
Vanna
Premiera: 08.07.2016
Wytwórnia: Pure Noise Records
Ilość utworów: 10

Recenzja “All Hell” od Vanna

2016 July 1 | Ania Kamińska


Już w przyszłym tygodniu, 8 lipca, do sprzedaży trafi nowy krążek od Amerykanów z Valla. Płyta zatytułowana “All Hell” będzie szóstą pozycją w dyskografii grupy. Nad krążkiem razem z kapelą pracował Will Putney, który w swojej karierze współpracował już z nie jednym zespołem (m.in. The Amity Affliction, Miss May I). Po dobrze przyjętym “Void” z roku 2014, także i tym razem liczymy na bardzo dobry album.

Naszą przygodę z tym wydawnictwem rozpoczynamy wraz z utworem “Paranoia Euphoria”, który jest świetnym otweirającym album utworem. Mamy tutaj nie tylko hardcoreowe brzmienie, ale także szybko wpadające w ucho melodyjne partie gitarowe, które nadają uroku całemu utworowi. Wszystko okraszone jest odrobiną charakterystycznych czystych wokali, z którymi mogliśmy się chociażby spotkać na ostatnim krążku grupy – “Void”. Piosenka zdecydowanie wpada w ucho już po pierwszym przesłuchaniu. Nie jest to jednak jedyny utwór w takim stylu na “All Hell”. Wystarczy spojrzeć na “Leather Feather”, piosenkę w odrobinę bardziej post-hardcore’owym stylu, czy też “Wounded Young”. Melodyjność tego kawałka rzuca się w ucho już w pierwszych sekundach. Mamy tutaj także ponad pięciominutowy kawałek “Flower”. Mimo, że jest to całkiem mocna piosenka, ma w sobie nie tylko interesujące melodic hardcore’owe przejście, ale także coś z rockowej ballady w melodyjnym refrenie. Najnowsze dzieło Amerykanów, to także mocne hardcoreowe i odrobinę punkowe granie. Nie mogło tego zabraknąć także na tym krążków. Wystarczy spojrzeć chociażby na promujący album singiel “Pretty Grimm”, “Mutter”, czy “Circle The Flame”. Mimo instrumentalnej mocy, nie zabrakło czystych wokali także w tych utworach. Na albumie możemy usłyszeć także coś spokojniejszego, mowa tutaj o zamykającym album utworze “Lead Balloon”, jeśli wolicie bardziej melodic hardcore’owe klimaty, to koniecznie powinniście sprawdzić tę pozycję, bo muzycy naprawdę bardzo dobrze sobie z tym poradzili.

Amerykanie na swoim najnowszym krążku postawili na melodyjność. Mamy tutaj więcej chwytliwych melodii i więcej czystych wokali. Fanom bardziej hardcore’owego stylu może nie do końca przypaść to do gustu. Mnie osobiście ta zmiana bardzo się podoba, głównie dlatego, że czyste wokale Davey’a Muise są nie tylko bardzo charakterystyczne, przyjemne dla ucha, ale nadają utworom ciekawej oprawy. Mimo że najnowsze kawałki są bardziej melodyjne, są one nadal mocne i nie brakuje im energii. Co prawda kapela mogła pokusić się o jeden czy dwa mocniejsze utwory, jednak nie można mieć wszystkiego. Na szczęście instrumentalnie i kompozycyjnie wszystko stoi na najwyższym poziomie i nie ma się do czego za bardzo przyczepiać.

Komentarze: