"Colour Blind"
Seaway
Premiera: 23.10.25
Wytwórnia: Pure Noise Records
Ilość utworów: 12

Recenzja albumu Seaway – “Colour Blind”

2015 November 19 | Ania Kamińska


Seaway jest pop punkową grupą pochodzącą z Kanady. Przez 4 lata istnienia udało im się wydać całkiem sporo rzeczy. Na swoim koncie mają 4 EP-ki i dwa studyjne krążki, ostatni z nich zatytułowany “Colour Blind” ukazał się nakładem Pure Noise Records całkiem niedawno.

Na pop punkowej scenie ostatnio się wiele dzieje. Zespoły z tego gatunku wydają się dojrzewać i zmieniać na przestrzeni lat. Pokazali nam to między innymi muzycy z The Story So Far na ich tegorocznym krążku “The Story So Far”. Także Kanadyjczycy z Seaway postanowili pójść za tym trendem i nieco się zmienić. Jednak oni nie postanowili pójść w mocniejsze brzmienia, lub całkiem inny gatunek, postanowili oni wycisnąć z pop punk wszystko to, co najlepsze. Dzięki temu uzyskaliśmy wesołe, pełne energii brzmienia, trochę w stylu dawnych pop punkowych kapel. Naprawdę brakowało mi tego od dłuższego czasu, dlatego tej płyty słuchało mi się z ogromną przyjemnością. Co prawda po przesłuchaniu początku pierwszego utworu, jakim jest “Slam” bałam się, że znajdę na niej bardzo dużo smutnych i spokojnych utworów, jednak kolejne sekundy sprawiły, że się myliłam. Szybko zdałam sobie sprawę, że to nagranie przepełnione jest zabawnymi tekstami, wesołymi riffami i świetnie dopasowanymi wokalami dwóch wokalistów. Jednym słowem z każdej piosenki płynie duży entuzjazm i melodyjność. Tego ostatniego tutaj naprawdę nie brakuje. Wesołe tony, charakterystyczne i szybko zapamiętywalne refreny sprawają, że trudno jest nie uśmiechać się słuchając tych piosenek. Wystarczy przesłuchać chociażby “Best Mistake”, czy “Trick (So Sweet)”, by się o tym przekonać.

Żadna z dwunastu piosenek, jakie znalazły się na “Colour Blind” jest naprawdę prosta, mało skomplikowana, jednak w prostocie tego nagrania tak naprawdę tkwi siła. To dzięki niej takie piosenki jak wspomniane “Best Mistake”, “Still Weird”, czy “Big Deal” są przyjemne dla ucha. Niewątpliwie każda z tych piosenek mogłaby być puszczana w rozgłośniach radiowych i zyskałaby szybko sławę. Wielka szkoda, że po pierwszych pięciu bardzo dobrych utworach następuje nieco wolniejszy kawałek, jakim jest “Stubborn Love”. Numer ten nie jest zły, jednak w porównaniu z poprzednikami nie prezentuje się tak dobrze i nie jest aż tak ciekawy. Jednak kolejne utwory takie jak wspomniane “Big Deal”, czy “Airhead” nadrabiają te straty. Jeśli lubicie New Found Glory, czy Man Overboard, to koniecznie powinniście sprawdzić te utwory.

Jeśli chodzi o pop punk, to naprawdę nie da się zrobić czegoś innowacyjnego, co mogłoby przykuć uwagę bardziej wybrednych słuchaczy, cieszy mnie jednak, że w brzmieniu Seaway jest coś, co przypomina mi dawne kapele z tego gatunku, a słuchanie ich nagrania sprawia mi ogromną przyjemność. Album jest wesoły i chwytliwy, a o to w tym gatunku chodzi, dlatego myślę, że fani tego typu brzmień bez wątpienia znajdą tutaj coś dla siebie.

Komentarze: