"Far Enough"
EVA
Premiera: 19.02.2016
Wytwórnia: This Is Core
Ilość utworów: 12

Recenzja albumu “Far Enough” od EVA

2016 February 18 | Ania Kamińska


Pochodząca z Milanu kapela EVA zadebiutowała w 2014 roku. Przez ten czas udało im się wydać jedną EP-kę “Fly Back Home”. W ubiegłym roku kapela zaczęła pracę nad swoim debiutanckim albumem. Efekty ich pracy będziemy mogli podziwiać już za dwa dni, 19 lutego. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzy ich pierwszy longplay zatytułowany “Far Enough”, który teraz mam dla Was okazję recenzować.

Słuchając zespołów, o których nigdy nie słyszałam zawsze jest wyzwaniem, w końcu nigdy nie wiem na co trafię tym razem. Podobnie jest z tą kapelą. Nie miałam zielonego pojęcia co mnie czeka, kiedy klikałam “play” w odtwarzaczu. Na szczęście nie byłam zmuszona do wyłączenia tego nagrania już po pierwszych piosenkach, a nawet okazało się, że “Far Enough” jest całkiem przyjemnym nagraniem, a przede wszystkim dość różnorodnym. Przygodę z tym krążkiem rozpoczynamy razem z kawałkiem “Caster”. Jest to najmocniejszy kawałek na całym tym wydawnictwie. Nie mamy tutaj zbyt wielu screamów, bo ograniczają się one naprawdę do minimum, jednak piosenka w całym rozrachunku jest dość mocna. Przypomina mi trochę post-hardcore’owe kapele sprzed kilku lat. Miła odmiana usłyszeć coś takiego. Kilka kolejnych utworów prezentuje nam bardziej rockową naturę tego zespołu, co można usłyszeć w “Miles and Counting”. Na krążku usłyszymy także trochę inspiracji pop punkiem. W “Dead End” gatunek ten przeplata się z trochę bardziej alternatywnym brzmieniem. Z kolei już w “Every Night’s Fight” możemy usłyszeć już więcej z tego gatunku, zwłaszcza w pełnym energii i wesołym refrenie.

Po tym numerze czeka na jednak przesiadka na coś bardziej alternatywnego i spokojnego. Kawałki takie jak “Feather”, “Legacy” i “Circus” urzekły mnie pod względem instrumentalnym. Drugi z wymienionych zwrócił moją uwagę nie tylko poprzez dźwięki skrzypiec, ale głównie poprzez ciekawe zwrotki. Sama piosenka wydaje się być prosta, jednak ma w sobie coś interesującego. Ostatni z wymienionych numerów jest chyba najbardziej spokojny i najlepiej słychać w nim emocje. Nie zabrakło tutaj także rockowej ballady, jaką jest utwór “Second Chance”. Oczywiście pomiędzy tymi spokojniejszymi utworami możemy usłyszeć coś bardziej żywego, by nie było zbyt melancholijnie. Mamy tutaj piosenki takie jak: wesołe “Ikarus”, bardziej alternatywne “Farewell”, punk rockowe “Mutilate” i w końcu kończące krążek post-hardcore’owe “I’ll Do It Again”, które w bardzo dużym stopniu przypomina początkowe “Caster”. Na tym krążku można się jedynie przyczepić do produkcji, bo w niektórych miejscach słychać trochę niedociągnięcia, ale i tak nie wpływa to na odbiór całego wydawnictwa.

Ten zespół i to wydawnictwo udowodniło, że nadal można zaskakiwać i nagrywać różnorodne płyty. Na “Far Enough” każdy znajdzie coś dla siebie, bo album jest przepełniony inspiracjami z różnych gatunków. Takie łączenie może być trochę ryzykowne, ale dzięki temu może przypaść do gustu większej publice. Mamy tutaj odrobinę mocniejszych kawałków, trochę alternatywy, pop-punku i spokojnych pełnych emocji kawałków. Ciekawe zestawienie gatunkowe, ale jednak się sprawdza. 4/5

Komentarze: