"Never Happy, Ever After"
As It Is
Premiera:
Wytwórnia:
Ilość utworów:

Recenzja albumu As It Is – “Never Happy, Ever After”

2015 April 15 | Ania Kamińska


Tym razem mamy dla Was coś w bardziej spokojnych i wesołych klimatach. Wiosna za oknem w pełni, więc wypada dodać odrobinę pozytywnych piosenek na naszą playlistę. Tym razem nasz wybór padł na pochodzącą z Wielkiej Brytanii kapelę As It Is. Pop-punkowe i pop-rockowe brzmienia zapewne poprawią humor każdemu ponurakowi. Brytyjczycy, którzy od ponad dwóch lat pracowali nad materiałem na swój debiutancki krążek, już w przyszłym tygodniu pokażą światu swoje pierwsze dziecko. 20 kwietnia nakładem Fearless Records do sprzedaży trafi ich pierwszy album zatytułowany “Never Happy, Ever After”. Na płycie będziemy mogli odnaleźć najnowszy singiel grupy – “Cheap Shots and Setbacks”, który możecie sprawdzić poniżej.

Muzycy, którzy wzorowali się na kapelach takich jak: Taking Back Sunday, czy The Starting Line, postawili sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. Jednak z pomocą przybył im producent James Paul Wisner, który współpracował między innymi z Paramore, Underoath, czy Dashboard Confessional. Razem nagrali jedenaście wesołych i skocznych utworów, które przypadną do gustu każdemu, nawet tym, którzy na co dzień nie sięgają po tego rodzaju muzykę.

Album otwiera kawałek “Speak Soft”, który już na wstępie pokazuje nam kierunek, jaki obrali sobie muzycy. W tym kawałku możemy usłyszeć bardzo dużo energii i przede wszystkim melodii, która szybko wpada w ucho. Nic dziwnego, w końcu o to tu chodzi, by utwory były przyjemne do słuchania i zapadały w pamięci długo po przesłuchania. W kolejnych dwóch utworach, singlowym “Cheap Shots and Setbacks” oraz “Sorry”, Brytyjczycy cały czas pokazują nam niesamowitego “pałera”, który sprawia, że od razu pojawiają się pozytywne myśli w naszych głowach. Kawałki idealne na rozproszenie złego nastroju. W numerze numer cztery, czyli “Drowning Deep In Doubt” muzycy pozwalają sobie zwolnić na chwilę, ale naprawdę krótką, by za chwilę móc powrócić do swojego energetycznego brzmienia. Fani nieco spokojniejszego i akustycznego grania bez wątpienia odnajdą się w piosence “My Oceans Were Lakes”. Mimo, że w większości przypadków unikam ballad, to tutaj zrobiłam wyjątek. Piękny spokojny utwór, z nastrojowymi skrzypcami w tle i akustyczną gitarą, zapewne udobrucha serce nie jednej osoby. Także wspólne wokale i nieco mocniejsze tempo na końcu tej piosenki, dodały jej nieco uroku. Jeśli jedna spokojna piosenka to dla Was za mało, to koniecznie sprawdźcie ostatni utwór na nagraniu “You, the Room & the Devil on Your Shoulder”. Utwór naprawdę czysto balladowy i klimatyczny, który dla niektórych zapewne będzie numerem jeden.

Mimo, że ostatnimi czasy bardzo rzadko słucham takiego rodzaju muzyki, to bardzo miło było mi powrócić do brzmień, które rozchodziły się z moich głośników w moich nastoletnich latach. Aż prawie już zapomniałam o tym, jak lekkie i pop-rockowe brzmienia mogą poprawić nastrój i sprawić, że czuję się jeszcze szczęśliwsza. Płyty w całości słucha się naprawdę dobrze. Nie ma się nawet ochoty klikać pauzy, czy przełączać na kolejny utwór. Nie wiadomo nawet kiedy te jedenaście utworów dobiega końca, gdyż każdy z nich jest idealnie przemyślany, przepełniony wesołymi, łatwymi dla ucha riffami, których po prostu aż chce się słuchać. Na wyróżnienie na tym albumie zasługuje utwór “Dial Tones”, który po przesłuchania tego krążka stał się chyba moim ulubionym, zaraz obok najnowszego singla, czyli “Cheap Shots & Setbacks”. Moje serce rozbudził także kawałek “My Oceans Were Lakes”, który mimo spokoju, jaki w nim panuje, po prostu kupił moje serce. Więc jeśli macie zły humor, lub po prostu macie ochotę na lekkie brzmienia, to z ulgą polecę Wam sprawdzenie tej kapeli, bo naprawdę warto.

Komentarze: