"A Reintroduction: The Essence of All That Surrounds Me"
Capsize
Premiera: 22.07.2016
Wytwórnia: Equal Vision Records
Ilość utworów: 10

Recenzja “A Reintroduction: The Essence of All That Surrounds Me” od Capsize

2016 July 25 | Ania Kamińska


Po wydaniu w 2014 roku swojego debiutanckiego albumu “The Angst In My Veins” o muzykach z Capsize zrobiło się bardzo głośno. Dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć ich kilka razy w Polsce. Po dwóch latach postanowili zaprezentować nam swój drugi studyjny krążek. Album zatytułowany “A Reintroduction: The Essence of All That Surrounds Me” swoją premierę miał w ubiegły piątek, 22 lipca.

Słuchając najnowszego dzieła Amerykanów śmiało mogę powiedzieć, że na tym nagraniu pokazali się nam z nowej, lepszej i bardziej przemyślanej strony. Ich debiutancki krążek był ciekawy, jednak po chwili robił się nieco przewidywalny i szybko się nudził. Wraz z “A Reintroduction…” pokazali nam swoje inne brzmienie. Śmiało mogę powiedzieć, że tym albumem podnieśli sobie poprzeczkę bardzo wysoko. W nowych utworach czerpią dużo z nieco starszych post-hardcore’owych kapel. Słuchając najnowszych kawałków robi się odrbinę nostalgicznie, bo miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie o jakieś dziesięć lat. Nowy styl wyszedł im jednak na dobre, bo dzięki tęmu będą mogli wyróżnić się jakoś na muzycznej scenie. Trudno nie usłyszeć inspiracji muzyką Underoath w “XX (Sew My Eyes)”, czy “One Day I Won’t Be So Easy To Forget”. Czerpanie z tego stylu grania, wyszło Amerykanom bardzo dobrze. Muzycy w nowych utworach są też bardziej melodyjni niż kiedykolwiek, wystarczy przesłuchać “I Think It’s a Best We Don’t Talk Anymore” by usłyszeć dużo melodyjnych czystych wokali, czy też “Tear Me Apart”, w którym słyszymy odrobinę melodic hardcore’owych brzmień. Sama piosenka ma ciekawy klimat, który zachęca do słuchania, najlepiej bez przerwy. Kapela jednak na tym nie poprzestała swoich eksperymentów. Utwór “Safe Place” zapewne podzieli fanów grupy, bo w końcu kto spodziewałby się usłyszeć spokojnego, wypełnionego elektronicznym graniem kawałka. Utwór zaskakuje i to w bardzo dobry sposób i daje nam odrobinę wytchnienia przed kolejnymi, kończącymi już album utworami, które dają nam sporo energii. Może poza “You Got the Wrong Idea”, gdzie grają odrobinę spokojniej. Nie oznacza to jednak, że kawałkowi brakuje muzycznego kopnięcia i melodyjności.

Muzycy na najnowszej płycie zdecydowanie wyszli ze swojej muzycznej sfery komfortu. Zamiast nieustannych krzyków i mocnego grania, postanowili nieco poeksperymentować. Eksperyment wyszedł zdecydowanie na dobre. Jest dużo bardziej melodyjnie, różnorodnie i mrocznie zwłaszcza pod względem tekstowym. Także sposób pisania utworów stał się dużo bardziej interesujący i dopracowany. Miło też, że możemy na tym nagraniu usłyszeć dużo więcej melodyjnych wokali, bo zdecydowanie brakowało ich na debiutanckim “The Angst In My Veins”. Najnowsze dzieło Amerykanów jest bardzo dużym zaskoczeniem, ale pozytywnym. Mam nadzieję, że utrzymają taki poziom także na swoich przyszłych wydawnictwach.

Komentarze: