POST-HC.PL
strona główna o nas redakcja kontakt neutralsounds

#2015 – 10 Najlepszych wydawnictw tego roku #2

31 Dec 2015 | Ania Kamińska

Wybranie zaledwie dziesięciu najlepszych wydawnictw mijającego roku było naprawdę trudnym zadaniem, zwłaszcza że w ubiegłych miesiącach wyszło wiele dobrych i interesujących albumów. Przez to ograniczenie zapewne zabrakło kilku ciekawych tytułów, jednak postanowiłam wybrać te krążki, które często gościły w moim odtwarzaczu w tym roku, lub wydały mi się interesujące. Jeszcze trudniej było wybrać zdecydowanego faworyta tego zestawienia, dlatego tę listę ustawiłam w kolejności alfabetycznej.

August Burns Red – “Found In Far Away Places”
August Burns Red to klasa sama w sobie. Muzycy na każdym kolejnym krążku już od kilku lat pokazują nam wysoki poziom. Podobnie jest w przypadku ich najnowszego albumu. Możemy usłyszeć na nim nie tylko stare dobre ABR, ale także wiele różnych gatunków muzycznych, którymi się inspirowali i które postanowili powplatać do swoich piosenek. Na “Found In Far Away Places” pokazali nam, że potrafią się oni bawić muzyką w dobrym stylu, a przy tym mówić o ważnych kwestiach w swoich utworach, o czym wiele współczesnych kapel zapomina.
Being As An Ocean – “Being As An Ocean”
Jeszcze kilka lat temu zupełnie nie doceniałam tego gatunku muzyki i do końca go nie rozumiałam. Jednak człowiek dorasta i zmienia swoje upodobania, dlatego dla Being As An Ocean i kilku innych kapel z gatunku melodic hardcore znalazłam miejsce w swoim muzycznym sercu. Tak bardzo jak kiedyś nie byłam przekonana do tego rodzaju muzyki, tak dzisiaj widzę to zupełnie inaczej, dzięki czemu właśnie ten krążek mógł znaleźć się w tym zestawieniu. Album ten uwielbiam za melodyjność, emocje i ciekawe historie zawarte w tekstach, które można interpretować na wiele sposobów, dlatego z tak wielką chęcią często do niego wracam.
Dance Gavin Dance – “Instant Gratification”
O Amerykanach z Dance Gavin Dance słyszał chyba każdy, w końcu swojej dziesięcioletniej karierze wydali już nie jedną płytę, a także współpracowali już z kilkoma wokalistami. Teraz rolę frontmana pełni Tilian Pearson (ex-Tides of Man), który robi naprawdę świetną robotę w tej kapali. Co prawda na swoim szóstym krążku przedstawili nieco bardziej melodyjne, popowe i trafiające do większego grona brzmienie, jednak nadal jest to znane nam DGD. Promijące krążek single, jak i reszta utworów robią jednak dobre wrażenie i sprawiają, że z chęcią do nich się wraca nawet po dłuższym czasie.
Dead Letter Circus – “Aesthesis”
Jeśli nigdy nie słyszeliście o Dead Letter Circus, to jest to pochodząca z Australii kapela grająca progresywnego rocka. Po raz pierwszy o nich usłyszałam o nich dwa lata temu, kiedy to ukazał się ich drugi krążek “The Catalyst Fire”. Szybko sięgnęłam po ich wcześniejsze wydawnictwa i po przesłuchaniu wszystkiego, ich muzyka wydała mi się całkiem interesująca. Jeszcze większe zainteresowanie wzbudzili we mnie po wydaniu pierwszych singli z “Aesthesis”, a kiedy ukazała się już cała płyta było wiadomo, że utwory te zagoszczą w moich głośnikach na nieco dłużej i tak się stało. Mimo, że najnowsze dzieło Australijczyków nieco różni się od ich poprzednich nagrań, to nadal jest interesujące i godne przesłuchania.
Dream On Dreamer – “Souls of Soulitude”
Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, ze już od kilku ładnych lat doceniam australijską scenę muzyczną i lubię wiele kapel pochodzących z tego kraju. Dlatego też swoje miejsce na tej liście znaleźli muzycy z Dream On Dreamer. Lubiłam ich praktycznie od początku, mimo tego, że nie nigdy nie grali czegoś naprawdę oryginalne, co zwalałoby z nóg, jednak podświadomie czułam w nich jakiś potencjał. Wraz ze swoim nowym krążkiem “Souls of Soulitude” pokazali mi, że się nie myliłam. W porównaniu ze swoim pierwszym nagraniem zrobili duży postęp, widać że powoli zaczynają odkrywać muzykę, która im się naprawdę podoba i stara się wyróżniać na tle innych, oby tylko nie znudzili się poszukiwaniem swojego brzmienia i prezentowali nam kolejne dobre nagrania.
Heart Of A Coward – “Deliverance”
Kiedy Brytyjczycy z Heart Of A Coward wydali “Hollow”, pierwszy kawałek, który miał promować ich nowe dzieło, od razu wiedziałam, że będzie na co czekać. I kiedy w końcy “Deliverance” trafiło do sprzedaży, jeszcze bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu. Kapela na nowym krążku postanowiła trochę bardziej poeksperymentować ze swoim brzmieniem i wyszło im to naprawdę dobrze. Jest zdecydowanie bardziej melodyjnie niż na ich poprzednich nagraniach, jednakże w połączeniu z mocniejszymi brzmieniami całość prezentuje się bardzo dobrze.
Northlane – “Node”
Odkąd Northlane zmieniło wokalistę i wydało pierwszy singiel “Rot” w nowym składzie, zaczęło pojawiać się sporo głosów, że kapela nie jest już tak dobra, jak była. Bardzo cenię sobie poprzednie dwa wydawnictwa grupy, które dumnie stoją na mojej półce, gdyż uważam, że wniosły one pewien powiew świeżości do tego gatunku, jednakże także ich najnowszy album prezentuje sobą coś nowego. Na “Node” słychać, że Australijczycy postanowili poeksperymentować ze swoim brzmieniem, co planowali zrobić już od dłuższego czasu. Widać, że nagrywanie nowych piosenek sprawiło im wiele przyjemności, także i ja słuchałam tego wydawnictwa z wielką przyjemnością w tym roku.
Polyenso – “EP 1”
Zapewne część z Was pamięta jeszcze amerykańską kapelę Oceana. Muzycy na swoim koncie mieli dwa świetne albumu “The Tide” oraz “Birth.Eater”. Po kilku latach metalcore’owe brzmienia przestały ich jednak kręcić i zaczęli nagrywać bardziej spokojne numery. Ostatecznie dwa lata temu zmienili nazwę na obecną i poszli w bardziej eksperymentalne brzmienia, co dobrze słychać na ich najnowszej EP-ce. Co prawda są to tylko cztery utwory, ale całkiem interesujące, w których muzycy czerpią inspiracje z wielu różnych gatunków.
Stories – “The Youth To Become”
Stories to pochodząca z Australii kapela, która brzmi bardziej jak Underoath niż samo Underoath. To bardzo duże uproszczenie, ale niewątpliwie coś w tym jest. W ostatnich latach wiele zespołów próbowało czerpać inspiracje z ich muzyki, ale Australijczykom wyszło to wyjątkowo dobrze. Od wydania swojej pierwszej EP-ki “Void” w 2013 roku zrobili wielki progres i to słychać. Biorąc pod uwagę jeszcze to, że “The Youth To Become” to ich debiut, to jest czego gratulować, bo pasja z jaką został on stworzony jest widoczna i słyszalna. Teraz wystarczy czekać na to, czym zaskoczą nas w przyszłości.
The Getaway Plan – “Dark Horses”
The Getaway Plan jest tą kapelą, w której zakochałam się bezgranicznie kilka at temu. Mimo, że od początku nie grali bardzo ciężkiej muzyki, to mnie sobą zaciekawili. Przez te wszystkie lata zmieniali się muzycznie niejednokrotnie i za każdym razem zaskakiwali. Także nie inaczej stało się na ich trzecim krążku “Dark Horses”. Tym razem Australijczycy poszli bardziej w stronię indie i alternatywy i zaprezentowali nam bardziej klimatyczne piosenki, jednak nie zabrakło tutaj także tych nieco bardziej rockowych i charakterystycznych kawałków. Płyta okazała się różnorodna i ciekawa, więc jeśli lubicie posłuchać od czasu do czasu czegoś lżejszego, to zdecydowanie warto ją sprawdzić.

Komentarze: